Nauka dla Społeczeństwa

15.04.2024
PL EN
18.03.2024 aktualizacja 20.03.2024

Tropiąc meteoryty - najstarsze kawałki materii na Ziemi

Meteoryty to najstarsze kawałki materii, które możemy znaleźć na Ziemi. Naukowcy precyzyjnie wyliczają ich wiek na 4,567 mld lat. Jak znaleźć własny meteoryt? Po czym go rozpoznać? I gdzie w Polsce wciąż można znaleźć ich najwięcej? Opowiada o tym prof. Szymon Kozłowski, astronom i znawca meteorytów.

Była sobota 20 stycznia br., gdy węgierski astronom Krisztián Sárneczky o godz. 22.48 w Obserwatorium Konkoly na Węgrzech odkrył poruszający się na niebie świecący punkt, małą planetoidę. Natychmiast powiadomił innych astronomów na świecie, którzy za pomocą teleskopów wycelowanych w niebo potwierdzili to odkrycie. Naukowcy szybko wyliczyli, że za niecałe trzy godziny obiekt ten uderzy w Ziemię. Obliczono, że stanie się to 21 stycznia br. o godz. 1.32 w nocy, w odległości 50 do 100 km na zachód od Berlina. I tak się też stało. Bryła materii wpadając w ziemską atmosferę rozpadła się na wiele małych fragmentów, które zakończyły swą kosmiczną podróż w pobliżu niemieckiej stolicy.

NIEPOZORNY KAMYK SPOD BERLINA

“Gdy już poznaliśmy przybliżone miejsce spadku, pozostało pojechać i poszukać pozostałości tej małej planetoidy, czyli leżących na ziemi meteorytów. Pierwsza grupa poszukiwaczy, która dotarła na miejsce pochodziła z Polski. Czwartego dnia po spadku na Ziemię znaleźli oni pierwszy meteoryt o wadze 171 g” - wspomina prof. Szymon Kozłowski, astronom pracujący w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego, a przy tym członek Polskiego Towarzystwa Meteorytowego.

Okazało się, że znaleziony okaz jest bardzo nietypowy. Wyglądał zupełnie inaczej niż najczęściej spotykane meteoryty, dlatego wszyscy tak długo go szukali. Ba! - ślady wokół wskazywały, że był wielokrotnie mijany i nierozpoznany przez innych poszukiwaczy. W historii Europy był to drugi spadek tak specyficznych meteorytów kamiennych – achondrytów, czyli fragmentów z powierzchni dużej planetoidy lub planety.

Źródło: Szymon Kozłowski
Źródło: Szymon Kozłowski

“Z kolegami poszukiwaczami meteorytów postanowiliśmy spróbować szczęścia i także pojechaliśmy w okolice miejscowości Ribbeck w Niemczech. Przez pierwsze trzy dni poszukiwań niczego nie udało nam się znaleźć, mimo że w okolicy, w której prowadziliśmy poszukiwania, znaleziono już kilkanaście meteorytów. Wyprawa ta zakończyła się fiaskiem. Dopiero tydzień później, podczas drugiego wyjazdu, udało mi się znaleźć mały fragment meteorytu ważący nieco ponad pięć gramów. Miał charakterystyczną dla meteorytów skorupę obtopieniową, powstającą w trakcie przelotu meteorytu przez atmosferę, aczkolwiek dużo jaśniejszą, niż ma to miejsce zazwyczaj. Meteoryt ten był pęknięty, wewnątrz wyglądał dość podobnie do ziemskich kamieni” - opisuje rozmówca Nauki w Polsce.

Do tej pory z asteroidy 2024 BX1, jak ją oficjalnie nazwano, znaleziono około 140 okazów meteorytów, które ważą łącznie 1,5 kg. Meteoryty biorą swoje nazwy od najbliższej miejscowości spadku; tym razem międzynarodowe towarzystwo meteorytowe nadało mu oficjalną nazwę: meteoryt Ribbeck.

Prof. Kozłowski na co dzień jest zawodowym astronomem i zajmuje się zagadnieniami związanymi z astronomią pozagalaktyczną. Meteoryty to jego pasja, o której opowiada m.in. na kanale w serwisie YouTube „W Gabinecie Astronoma

Źródło: Szymon Kozłowski
Źródło: Szymon Kozłowski

Założona w 2000 roku przez niego kolekcja meteorytów liczy obecnie około 160 okazów. “Kiedy byłem dzieckiem, jeszcze w czasach PRL, w moje ręce trafiła maleńka książka ‘Zagadka meteorytu Morasko’ – na dzisiejsze standardy mała, brzydka i szara, lecz odkrywająca tajemnice spadku meteorytów i najprawdopodobniej powiązanych z nimi kraterów znajdujących się niedaleko Poznania. W Zielonej Górze, z której pochodzę, w tamtych czasach nie było możliwości obejrzenia meteorytów. Gdy już mogłem sobie na to pozwolić, kupiłem więc kilka. A najważniejszy z tamtej serii to mały okaz meteorytu Pułtusk, który spadł niedaleko Pułtuska” - opisuje.

"MEKKA" MORASKO

Jego ulubionym okazem w kolekcji jest jednak jeden z meteorytów Morasko. W okolicach Moraska, które kiedyś było oddzielną miejscowością, dziś jest północną dzielnicą Poznania, od 1914 r. znajdowane są tzw. meteoryty żelazne. Jest tam aż siedem kraterów meteorytowych, dookoła których do dziś znaleziono około tysiąca meteorytów. Sześć z nich znajduje się w kolekcji prof. Kozłowskiego.

Największe dwa okazy znalezione w okolicach Moraska ważą 271 i 261 kg. “W mojej kolekcji największy meteoryt z tego spadku waży 3 kg, drugi 806 gramów. Ten drugi jest jednak bardzo ciekawy, bo jest to tzw. szrapnel. Kiedy duży meteoryt żelazny uderza w Ziemię, to czasem zostaje rozerwany na strzępy i to jest właśnie taki metalowy odłamek” - opisuje astronom.

Meteoryty są fragmentami pozaziemskich ciał z naszego Układu Słonecznego. Powstawał on z chmury gazu i pyłu, która zapadała się pod wpływem grawitacji. W centrum zagęszczenia powstało Słońce, a z materii dookoła utworzył się dysk. W dysku tym materia połączyła się w planety, księżyce, planetoidy. Te ostatnie najczęściej krążą między Marsem a Jowiszem i znamy ich obecnie blisko 1,5 mln.

Źródło: Szymon Kozłowski
Źródło: Szymon Kozłowski

Najmniejsze planetoidy o promieniu poniżej 10 km pozostają w stanie pierwotnym od czasów powstania Układu Słonecznego. Fragmenty tych ciał spadają czasami na Ziemię w postaci meteorytów – tzw. chondrytów. Blisko 90 proc. meteorytów, które spadają na Ziemię pochodzi właśnie z takich małych planetoid. Pomiary izotopowe pierwiastków w tych skałach dostarczają nam informacji na temat ich wieku i wskazują na 4,567 mld lat. To właśnie ten moment w historii uznawany jest za początek naszego Układu Słonecznego.

Tego rodzaju meteoryty, czyli chondryty, składają się w większości z kilku minerałów: oliwinów i piroksenów. Z podobnych minerałów składa się płaszcz naszej planety, czyli skały pod płytami kontynentalnymi. Chondryty są meteorytami kamiennymi, ale w środku mają trochę drobinek żelaza.

Jak wygląda spadek meteorytu na Ziemię? “Gdy bryła materii zaczyna zderzać się na wysokości 100 km z ziemską atmosferą, pojawia się tarcie. Powierzchnia skały nagrzewa się do 10-15 tys. stopni Celsjusza, materia topi się, wszystkie ostre brzegi skały zaokrąglają się. Spadający obiekt bardzo jasno świeci, a my widzimy jego przelot w postaci tzw. bolidu. Po spadku kamień pokryty jest czarną skorupą obtopieniową” - tłumaczy prof. Kozłowski.

TYPOWY JAK METEORYT

Jak rozpoznać prawdziwy meteoryt i odróżnić go od przypadkowego kamienia? Prof. Kozłowski wyjaśnia, że 80-90 proc. meteorytów wygląda podobnie, to czarne lub rdzawe kamienie ze skorupą obtopieniową, wszystkie ich brzegi są zaokrąglone, najczęściej nie mają ostrych krawędzi. W związku z tym, że 10-20 proc. ich składu stanowi metaliczne żelazo, gdy do meteorytu przyłożymy magnes, to powinien się on przyczepić. Również wykrywacze metali dobrej klasy powinny reagować na meteoryty kamienne - chondryty. Gdy weźmiemy do jednej ręki taki meteoryt, a do drugiej zwykły kamień ziemski o tym samym rozmiarze, to ten pierwszy będzie wydawał się cięższy.

Niektóre meteoryty mogą w całości składać się z żelaza z kilkuprocentowym dodatkiem niklu. Mówimy o nich „meteoryty żelazne”. Pochodzą z wnętrza dużych planetoid, o promieniu powyżej 10 kilometrów. Na samym początku planetoidy te zawierały pierwiastki promieniotwórcze, które spontanicznie rozpadały się tworząc inne pierwiastki czy izotopy. W takim samorzutnym rozpadzie emitowane było ciepło. Duża planetoida nagrzewała się tak bardzo, że jej wnętrze ulegało stopieniu, podczas którego ciężkie pierwiastki, takie jak żelazo czy nikiel, opadały do środka tworząc żelazne jądro. Gdy taka planetoida rozpada się podczas zderzenia z inną planetoidą, fragmenty jej żelaznego jądra mogą swobodnie poruszać się w przestrzeni kosmicznej, by po milionach lat spaść na Ziemię.

Na samej powierzchni dużych planetoid, ale też Marsa i Księżyca występują skały bardzo podobne do skał ziemskich, nie zawierające metalicznego żelaza. Gdy taka skała spadnie na Ziemię w postaci meteorytu, to będzie on czarny, ale nie będzie zawierał metalicznego żelaza, a co za tym idzie - magnes się już do niego nie przyczepi.

Jak wyjaśnia ekspert, meteoryty w Polsce można kupować, sprzedawać, wymieniać, kolekcjonować. Tych znalezionych w Polsce nie można jedynie wywozić poza kraj.

“Pierwszy i podstawowy sposób poszukiwania meteorytów jest taki, że możemy pojechać w miejsce, gdzie wiemy, że kiedyś spadł deszcz meteorytów. W Polsce jest takich lokalizacji kilka” - opisuje prof. Kozłowski.

W 1868 roku, 10 km od miasta Pułtusk, miał miejsce największy na świecie spadek deszczu meteorytów kamiennych. Na raz spadło wówczas 70 do 100 tys. meteorytów. Do dziś znaleziono 10 tysięcy z nich. “Są praktycznie we wszystkich kolekcjach meteorytów na świecie. Na polach w okolicach Pułtuska musiało jeszcze sporo ich zostać, więc można poszukać właśnie tam. Ja sam żadnego meteorytu w tym miejscu jeszcze nie znalazłem, ale moi koledzy poszukiwacze owszem” - przyznaje prof. Kozłowski.

Źródło: Szymon Kozłowski
Źródło: Szymon Kozłowski

Drugim takim miejscem w Polsce będą okolice Łowicza. W 1935 roku, 10 km na południowy zachód od tej miejscowości spadł deszcz meteorytów żelazno-kamiennych. Około 60 meteorytów już tam znaleziono. Co kilka lat dowiadujemy się o pojedynczych odkryciach kolejnych fragmentów.

Trzecim miejscem w Polsce jest wspomniane już Morasko, gdzie znaleziono dotąd ok. 1 tys. meteorytów, ale wciąż znajdowane są nowe.

Z WIADERKIEM PRZEZ PUSTYNIĘ

“Drugi sposób, mocno praktykowany od około 20 lat, to wyjazdy na pustynię. Wszędzie gdzie spojrzeć widzimy żółty piasek, jedziemy samochodem i nagle widzimy czarny kamień - co to może być innego, jak nie meteoryt? Wszystkie czarne kamienie wrzuca się więc do wiaderka i przywozi do Polski. Niektórzy poszukiwacze zebrali setki takich meteorytów. Warto dodać, że naukowcy robią dokładnie to samo, tylko planują wyprawy na Antarktydę i szukają czarnych kamieni na i lodzie” - opisuje prof. Kozłowski.

Od przynajmniej 20 lat na całym świecie – przypomina prof. Kozłowski - działają tzw. sieci bolidowe, czyli kamery wycelowane w niebo, które przez całą noc zapisują to, co na nim widać. Zapisują się więc także przeloty meteorów, spadające gwiazdy. “Gdy mamy przynajmniej trzy stacje, które notują zjawisko bolidu, to możemy obliczyć, pod jakim kątem wpadł w atmosferę, z jaką prędkością leciał i gdzie powinien spaść. Na mapie wyznacza się obszar spadku ewentualnych meteorytów. Jedzie się do takiego obszaru i szuka. Dokładnie tak było w przypadku nowego meteorytu z Niemiec” - podsumowuje badacz.

Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska-Wujec

ekr/ bar/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2024