Depresja jest złożonym zaburzeniem obejmującym mechanizmy biologiczne, psychologiczne i środowiskowe – powiedziała PAP prof. Dominika Dudek z CM UJ. Podkreśliła, że to choroba uleczalna, coraz lepiej rozumiana i coraz skuteczniej leczona. 23 lutego przypada Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją.
Depresja nie jest prostym niedoborem serotoniny, lecz złożonym zaburzeniem obejmującym mechanizmy biologiczne, psychologiczne i środowiskowe – podkreśliła w rozmowie z PAP prof. Dominika Dudek, psychiatra, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum UJ.
Jak zaznaczyła, popularne w przestrzeni publicznej wyjaśnienie, że depresja to skutek zbyt niskiego poziomu serotoniny, jest nadmiernym uproszczeniem. Wyjaśniła, że historyczna hipoteza monoaminowa – dotycząca serotoniny, ale też noradrenaliny i dopaminy – miała duże znaczenie dla rozwoju farmakoterapii. Monoaminy to neuroprzekaźniki, czyli substancje chemiczne, dzięki którym neurony komunikują się w szczelinie synaptycznej. Pierwsze leki przeciwdepresyjne, wprowadzone pod koniec lat 50. XX w., zwiększały ich dostępność.
– Problem polega na tym, że wzrost poziomu serotoniny pojawia się niemal natychmiast po podaniu leku, a efekt kliniczny dopiero po kilku tygodniach. Gdyby mechanizm był prosty, poprawa następowałaby od razu. Tak nie jest – wskazała profesor.
Współczesne badania pokazują, że kluczowe znaczenie ma neuroplastyczność, czyli zdolność mózgu do tworzenia i odbudowy połączeń synaptycznych, zwłaszcza w strukturach odpowiedzialnych za emocje i pamięć, takich jak hipokamp czy kora przedczołowa. Istotną rolę odgrywa BDNF – mózgowy czynnik neurotroficzny, białko wspierające przeżycie neuronów i tworzenie nowych połączeń. Zaburzenia tych procesów mogą leżeć u podłoża depresji.
Kolejnym elementem jest dysregulacja osi stresu – podwzgórze–przysadka–nadnercza. Przewlekły stres i nadmiar kortyzolu mogą działać neurotoksycznie, zwłaszcza na hipokamp. Opisywane są także procesy zapalne, szczególnie w podtypach depresji opornych na leczenie.
– Coraz częściej mówimy o depresji jako o zaburzeniu regulacji stresu i emocji, a nie wyłącznie chorobie złego nastroju – podkreśliła prof. Dudek. Dodała, że depresja nie zawsze objawia się smutkiem. U części pacjentów dominują bezsenność, zaburzenia apetytu czy bóle, u innych – zwłaszcza u mężczyzn – drażliwość i przewlekłe napięcie.
Ekspertka zwróciła uwagę, że w języku potocznym słowo „depresja” bywa nadużywane. – Smutek jest naturalną emocją. W depresji mamy jednak nie tylko obniżony nastrój, ale też anhedonię – utratę zdolności odczuwania przyjemności – oraz wyraźne zaburzenie funkcjonowania. Pacjent może mieć problem z wykonaniem podstawowych czynności. W smutku poprawa następuje, gdy zmieni się sytuacja; w depresji choroba zaczyna żyć własnym życiem – wyjaśniła.
Zdaniem profesor istnieje napięcie między ryzykiem nadmiernej medykalizacji codziennych trudności a koniecznością szybkiego leczenia rzeczywistych zaburzeń. Presja systemu ochrony zdrowia, krótki czas wizyt i oczekiwanie natychmiastowej recepty mogą sprzyjać nadrozpoznawalności. Z drugiej strony – jak wskazała – bagatelizowanie objawów bywa groźne. – To realna choroba, czasem szybkość reakcji lekarza decyduje o życiu pacjenta – zaznaczyła.
W leczeniu depresji stosuje się farmakoterapię, psychoterapię oraz metody neuromodulacyjne. Elektrowstrząsy – wykonywane dziś w znieczuleniu ogólnym – pozostają jedną z najskuteczniejszych metod w depresji lekoopornej czy z zagrożeniem życia. – To forma „resetu” mózgu, niemająca nic wspólnego z filmowymi stereotypami – zaznaczyła Dudek. Coraz częściej stosowana jest też przezczaszkowa stymulacja magnetyczna (TMS), polegająca na nieinwazyjnym pobudzaniu określonych obszarów mózgu impulsami magnetycznymi.
Psychoterapia, jak podkreśliła ekspertka, również działa biologicznie. Z kolei badania noblisty Erika Kandela wykazały, że proces uczenia się prowadzi do trwałych zmian w połączeniach synaptycznych. – Psychoterapia realnie zmienia mózg – zaznaczyła ekspertka.
W populacji dorosłych na depresję choruje rocznie kilka procent osób, w niektórych grupach – m.in. w depresji poporodowej czy u chorych przewlekle – odsetek ten jest wyższy.
– Depresja jest uleczalna. Coraz lepiej ją rozumiemy i coraz skuteczniej leczymy. Nie ma się czego wstydzić – podsumowała prof. Dudek.
Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)
mir/ akar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.