Ekspert: wyzwaniem bywa nie tylko patogen, ale i dezinformacja

EPA/JEFFREY GROENEWEG 19.05.2026
EPA/JEFFREY GROENEWEG 19.05.2026

Ognisko zakażeń wirusem Andes, związane ze statkiem MV Hondius pokazało, że w kryzysach zdrowotnych jednym z największych wyzwań bywa nie tylko patogen - ale także sposób, w jaki informacja o zagrożeniu zaczyna żyć własnym życiem - ocenił ekspert dr Andrzej Jarynowski.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała 3 maja o śmierci trzech osób na wycieczkowcu MV Hondius, który na początku kwietnia wyruszył z południowej Argentyny w rejs po Atlantyku. Do tej pory organizacja potwierdziła 10 przypadków zakażenia groźnym dla ludzi hantawirusem, który jest przenoszony głównie przez gryzonie. Na statku wykryto gatunek hantawirusa Andes, występujący w Ameryce Południowej.

Wśród zmarłych jest holenderskie małżeństwo, które podróżowało po Argentynie od listopada 2025 r. i odwiedziło w tym czasie Chile i Urugwaj.

10 maja statek przybył na Teneryfę, gdzie przeprowadzono ewakuację jego pasażerów. Jako pierwsi pokład opuścili obywatele Hiszpanii, a następnie odbyło się kilka lotów dla obywateli innych krajów. Wieczorem następnego dnia część załogi odpłynęła w kierunku Holandii i w poniedziałek dotarła do Rotterdamu.

Kwarantanna obejmie 23-osobową załogę wycieczkowca i dwóch członków personelu medycznego pozostających na jego pokładzie. Kapitanem statku jest Polak Jan Dobrogowski. Jak informowało wcześniej polskie MSZ, nie wymaga on pomocy medycznej.

Władze portu w Rotterdamie przekazały, że dla części załogi niepochodzącej z Holandii utworzono miejsca kwarantanny. Nie wiadomo jednak czy pozostaną tam oni przez cały zalecany 42-dniowy okres kwarantanny.

Część załogi i pasażerowie, którzy opuścili już statek, a także osoby mające z nimi kontakt, zostały poddane kwarantannie w kilku krajach na całym świecie.

Zdaniem eksperta ta historia bardzo szybko stała się jednak także testem społecznej odporności na dezinformację. W przestrzeni publicznej pojawiły się pytania znane z czasu pandemii COVID-19: czy grozi nam nowa pandemia, czy służby przekazują pełne informacje i czy działania sanitarne nie staną się pretekstem do ograniczania wolności.

„Wirus Andes przenosi się przede wszystkim przez gryzonie i trafia do ludzi ze środowiska. Transmisja międzyludzka, poza wyjątkowymi sytuacjami bliskiego kontaktu, praktycznie nie występuje. Dlatego z punktu widzenia populacyjnego nie mówimy o wirusie, który ma potencjał wywołania nowej pandemii” - ocenił dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, cytowany w przesłanym w środę przez uczelnię komunikacie.

Dodał, że jednym z głównych źródeł chaosu informacyjnego było mylenie pojęć: osoby chorej, zakażonej, podejrzanej o zakażenie, objętej kwarantanną lub nadzorem epidemiologicznym. Stosowane w przestrzeni publicznej uproszczenia powodowały wrażenie, że liczba zakażeń jest większa, a sytuacja wymyka się spod kontroli.

W jego ocenie sprawa hantawirusa szybko została też włączona w znane schematy dezinformacyjne. W polskiej części internetu pojawiały się narracje o „nowej pandemii”, rzekomym „skutku ubocznym szczepionek” czy „ukrywaniu prawdy” przez instytucje zaufania publicznego. Część przekazów wykorzystywała prawdziwe elementy, na przykład obecność określonych zdarzeń w dokumentacji klinicznej, ale wyciągała z nich fałszywe wnioski.

„Ognisko na statku MV Hondius pokazało również, jak łatwo standardowe procedury sanitarne mogą zostać odczytane jako dowód katastrofy. Ewakuacja, izolacja, kwarantanna, kombinezony ochronne czy monitorowanie kontaktów są elementami zarządzania ryzykiem, ale w mediach społecznościowych mogą zostać przedstawione jako zapowiedź kolejnego globalnego kryzysu. Szczególnie po doświadczeniu COVID-19 część odbiorców interpretuje działania sanitarne nie jako środki ochronne, lecz jako zapowiedź ograniczeń” - napisano w komunikacie.

Zdaniem eksperta na podatny grunt trafił także brak relacji pasażerów, publikowanych na żywo w mediach społecznościowych. Ta luka szybko stała się pożywką dla spekulacji: pojawiły się teorie, że skoro nie ma bezpośrednich relacji, być może jest tam drugie dno - statek MV Hondius prowadzi działania wojskowe albo jakiś eksperyment.

„Tymczasem MV Hondius był statkiem ekspedycyjnym, nie typowym ekskluzywnym wycieczkowcem. To droga, niszowa wyprawa, której uczestnikami były osoby starsze, dobrze sytuowane, niekoniecznie zainteresowane relacjonowaniem swojego życia w mediach społecznościowych. Brak masowych relacji nie musi więc oznaczać tajemnicy. Może wynikać po prostu z profilu pasażerów” – wyjaśnił dr Jarynowski.

Jarynowski ocenił, że komunikacja instytucji zdrowia publicznego była w tym przypadku jednak skuteczniejsza niż w pierwszej fazie pandemii COVID-19. „To pokazuje, że doświadczenie pandemii przełożyło się na lepsze procedury komunikacyjne i większą gotowość do reagowania na fałszywe narracje” - podsumował.(PAP)

ros/ zan/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Fot. Adobe Stock

    Eksperci: pod względem leczenia czerniaka Polska w czołówce Europy

  • Fot. Adobe Stock

    Eksperci: nawet jednorazowe pojawienie się krwi w moczu wymaga pilnej konsultacji urologicznej

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera