Spoglądali na prześwitujące kości. Opowieści o weteranach atomowych, cichych świadkach historii

Przebywali w okopach oddalonych o 3,2 km od strefy zero wybuchu jądrowego, widzieli zasłaniającą słońce radioaktywną chmurę, kąpali się w radioaktywnej wodzie. O atomowych weteranach, na których testowano skutki wybuchów testów atomowych, pisze w książce "Atomowi. Testy nuklearne na ludziach" dziennikarz Łukasz Dynowski.
 

Gdy słyszymy hasło: broń atomowa na myśl w pierwszym odruchu przychodzą nam zazwyczaj: Hiroszima, Nagasaki, Projekt Manhattan, a na fali popularności filmu z 2023 roku: Robert Oppenheimer. To zapewne też myśl o ogromnych zniszczeniach i ofiarach wybuchu jądrowego, tych natychmiastowych, ale też zmarłych wskutek promieniowania.

Rzadko jednak myślimy o tym, że aby historia atomowa mogła płynąć, a mocarstwa atomowe używać broni, jako narzędzia do utrzymywania specyficznej równowagi, to skutki testów broni atomowej odczuły nie tylko jej bezpośrednie ofiary, ale też niezliczone ilości żołnierzy i cywilów, którzy w latach 1945-1962 uczestniczyli w testach broni nuklearnej. O nich właśnie, weteranach atomowych, ich rodzinach i zupełnie przypadkowych mieszkańcach terenów napromieniowanych opowiada w książce "Atomowi. Testy nuklearne na ludziach" dziennikarz i reportażysta Łukasz Dynowski. Jest to opowieść wstrząsająca, smutna, zadziwiająca, ale też refleksyjna i warta przeczytania w czasach, gdy użycie broni jądrowej przestało być przedmiotem jedynie debat historycznych, ale stało się bieżącym tematem newsów, polityki międzynarodowej, a nawet naszych codziennych rozmów.

Dlaczego tak mało słyszymy o atomowych weteranach, a wielu z nas nie miało nawet świadomości pracy, jaką musieli wykonywać? Częścią odpowiedzi na to pytanie jest fakt, że przez dekady musieli milczeć, bo obowiązywała ich tajemnica państwowa. Żołnierze, ale też elektrycy, mechanicy, nawet pracownicy biurowi, zwykle nieświadomi, czym jest bomba atomowa, z jakimi skutkami może się wiązać, dostawali rozkaz, by z bliska obserwować wybuch testowej bomby atomowej. Ubrani w koszulki z krótkim rękawem, w najlepszym wypadku z googlami zasłaniającymi oczy, byli królikami, na których sprawdzano, jak zachowa się człowiek i jego ciało poddane wybuchowi jądrowemu.

- W sumie w ciągu 78 dni widziałem wybuch 24 bomb atomowych. Człowiek szybko się przyzwyczaja. Po czwartym czy piątym razie wielu z nas nie chciało się nawet wstać z łóżka i leźć na to boisko. Trzeba było tylko pootwierać okna i drzwi, żeby ich nie wyrwała fala uderzeniowa. (...) Szliśmy potem popływać w wodzie, nad którą wybuchały bomby. Promieniowanie? Nikt o nim nie myślał - wspominał jeden z weteranów w książce Łukasza Dynowskiego.

- Mając mocno zaciśnięte powieki, mogłem zobaczyć kości w moim przedramieniu, jakby ktoś mi robił prześwietlenie rentgenowskie - mówił np. jeden z poruczników piechoty morskiej, który w momencie wybuchu znajdował się w okopie 3,2 km od strefy zero. - Huk straszliwy. Czasem mówię, że jak strzał z pistoletu, tylko milion razy głośniej. Całe niebo zrobiło się jasne, można było odnieść wrażenie, że nagle nastało południe. Facet za mną powiedział, że to tak, jakby ktoś wylał słońce z wiaderka - opisywał inny.

"Atomowi" to też historia rodzin, których członkowie często przez długie lata nie wiedzieli, czym zajmowali się ich ojcowie czy dziadkowie. Gdy ta "nuklearna" przeszłość wychodziła na światło dzienne, z czasem bardziej zrozumiałe stawały się przyczyny licznych w ich rodzinach nowotworów, przedwczesnych śmierci, poronień.

To wreszcie historia mieszkańców terenów, nad którymi przechodziły radioaktywne chmury. Skala testów przeprowadzanych m.in. na pustyniach Nevady była ogromna. - Grzyb rozciąga się, a czasami przechodzi bezpośrednio nad głową, zasłaniając słońce i przykrywając dolinę gęstą mgłą. To mija, ale pozostaje coś niewidocznego, co sprawia, że liczniki Geigera szaleją. Ludzi piekły oczy, a w powietrzu dało się wyczuć metaliczny posmak. Bydło jest dotknięte straszliwą, rakotwórczą infekcją oczu: jeden z psów całkowicie oślepł, a u innego pojawił się okropny, złośliwy wrzód - pisał dziennikarz Las Vegas Sun, opisując sytuację w wioskach Twin Springs, Warm Springs i Cherry Creek.

Grabarz z miasteczka St. George wspominał z kolei, że w latach 1956 i 1957 ciągle miał do czynienia z ciałami osób, które zmarły z powodu nowotworu. Było ich tyle, że musiał nauczyć się balsamowania zwłok. Po 1960 roku tych przypadków było tylko więcej i więcej.

Eksperymentów, które miały pokazać naukowcom i politykom, jakie są skutki opadu radioaktywnego, było jeszcze więcej. Autor opisuje np. projekt Słoneczko, w którym Amerykanie w tajemnicy przed rodzinami weteranów badali szczątki zmarłych. Jednemu z weteranów usunięto mózg i wykorzystano do badań. W tym kontekście szczególnie cenne były szczątki dzieci, bo rozwijające się kości mają największą zdolność do gromadzenia strontu-90, a zatem są najbardziej podatne na uszkodzenia radiacyjne. Jak podaje autor książki, w USA, Wielkiej Brytanii i Australii ukradziono i oddano do badań około 1,5 tys. ciał, głównie noworodków i starszych dzieci.

W stanie Massachusetts w latach 40. i 50. ponad 100 chłopców w jednej z placówek dla dzieci z niepełnosprawnościami dostawało do jedzenia płatki owsiane z dodatkiem radioaktywnego wapnia i żelaza. Po latach producent płatków oraz słynne MIT (Massachusetts Institute of Technology) wypłaciły ofiarom w ramach ugody 1,85 mln dolarów odszkodowania.

Dla osób wrażliwych książka Łukasza Dynowskiego może być lekturą trudną. Nie brakuje tu przemawiających do wyobraźni, czasem brutalnych, a czasem wręcz nieco baśniowych, opisów przebiegu i skutków wybuchu jądrowego oraz opadu radioaktywnego. Nie jest to jednak jedynie obraz żerujący na naszej przewrotnej ciekawości tego, co może dziać się z ludzkim ciałem i jego otoczeniem. Jest to bardziej zapis nieświadomości ludzkiej, a przede wszystkim cynizmu władz, polityków, niefrasobliwości (delikatnie ujmując) naukowców, ale też walki wielu weteranów o to, by świat mógł dowiedzieć się o ich pracy, poświęceniu, czy może właściwiej ofierze, jaką nieświadomie musieli ponieść.

Za eksperymenty na ludziach w 1955 roku przeprosił prezydent USA Bill Clinton. Zwracając się do wszystkich, których życia zostały "przyćmione przez atom" powiedział: Stany Zjednoczone szczerze przepraszają tych spośród obywateli, których poddano tym eksperymentom, a także ich rodziny i społeczności.

W 2023 roku po latach starań pierwsi brytyjscy weterani atomowi otrzymali medale. Na ich awersach widnieją: gałązka oliwna, molekuła atomu i napis: Nuclear Test Medal. Wielu weteranów już ich jednak nie zobaczy, bo jak pisze autor - nie dożyli momentu, w którym rząd w końcu uznał, że może rzeczywiście im się należą.

Ewelina Krajczyńska-Wujec
 

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera