Zmiany klimatu, wynikające z jego ocieplenia, są zauważalne gołym okiem - powiedział gość Studia PAP Krzesimir Tomaszewski, kierownik 48. Wyprawy Polarnej do Polskiej Stacji Polarnej w Arktyce. Dodał, że przez ostatnie dwa lata sąsiedni lodowiec w niektórych miejscach zmalał nawet o 3 metry.
- To jest dosyć niesamowite i niestety zauważalne gołym okiem, ponieważ na poprzedniej wyprawie całorocznej byłem dosyć niedawno – w czerwcu 2024 roku wróciłem z niej – i wystarczyło naprawdę tak niewiele czasu, żeby już mieć obraz tego, jak to się zmienia, gdzie w niektórych miejscach lód na niektórych lodowcach w tak krótkim czasie, bo to naprawdę są dwa lata, zmniejszył swoją wysokość o 3 metry – mówił hydrochemik.
Dodał, że inny uczestnik wyprawy, który ostatnio na stacji był 10 lat temu, opowiadał, że od tamtego czasu czoło jednego z badanych lodowców cofnęło się o setki metrów. - To można liczyć w setkach tysięcy ton lodu, który wytopił się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Mówi się, że klimat w Arktyce zmienia się, a w zasadzie ociepla się osiem razy szybciej niż na pozostałych częściach naszej Ziemi - także można sobie zobrazować w głowie, jak to szalenie szybko postępuje – powiedział.
To właśnie zbieranie danych, których analiza pomaga zaobserwować i zrozumieć zmiany klimatu, jest głównym zadaniem całorocznych wypraw polarnych do Polskiej Stacji Polarnej im. Stanisława Siedleckiego, prowadzonych od prawie pół wieku. Stacja znajduje się na terenie Parku Narodowym Południowego Spitzbergenu – w fiordzie Hornsund, na 77. stopniu szerokości geograficznej północnej, już za kołem podbiegunowym. Obecnie przebywają tam uczestnicy 48. Wyprawy Polarnej – wyprawy całorocznej, która trwa od czerwca ubiegłego roku.
- Cały klimat tutaj to jest tundra. Nie mamy za dużo wysokiej roślinności. Głównie są to niskie trawy, porosty i mchy, gołe skały, lodowce. Klimat strasznie surowy, natomiast niesamowicie piękny, jak można sobie to wyobrazić. Mniej więcej trzy do czterech miesięcy w roku temperatury sięgają powyżej zera – jest to okres letni, jak my to nazywamy. Potem przychodzi zima i noc polarna. No i te i na sam koniec po nocy polarnej przychodzi wiosna, ten moment jest najpiękniejszy i najciekawszy w roku – opowiadał polarnik.
Cała wyprawa liczy 16 osób i dzieli się na ekipę letnią (6 osób – od czerwca do września) i tzw. zimowników (10 osób), czyli osoby, które spędzają na stacji cały rok – od czerwca do czerwca. W wyprawach biorą udział nie tylko naukowcy, ale też m.in. technicy, kucharze, mechanicy, konserwatorzy czy informatycy. Jest też stała grupa prowadząca monitoring środowiskowy – meteorolodzy, geofizycy, oceanografowie i hydrochemicy.
Krzesimir Tomaszewski jest hydrochemikiem i na co dzień prowadzi w stacji hydrochemiczny monitoring, tzn. pobiera próbki wody, śniegu czy z pokrywy śnieżnej z lodowców i analizuje pod kątem zawartości różnych parametrów.
Pytany, jak wygląda typowy dzień polarnika przebywającego na stacji, odpowiedział, że trudno powiedzieć, bo tak naprawdę to pogoda wyznacza harmonogram pracy.
Z kolei pytany, jakie są największe wyzwania związane z funkcjonowaniem w tak ekstremalnym środowisku, wskazał na umiejętność dostosowania swojego myślenia do tego, że każde wyjście w teren wiąże się z niebezpieczeństwem. I - jak dodał - nie tylko o niedźwiedzie polarne tu chodzi, choć one stanowią główne zagrożenie dla polarników, ale też o pogodę, ponieważ np. suche, mroźne powietrze może doprowadzić do odmrożeń.
PAP zapytała też o zjawisko tzw. gorączki polarnej, czyli „chorobliwej”, nieodpartej chęci uczestnictwa w kolejnych wyprawach polarnych. Tomaszewski przyznał żartobliwie, że to „straszna choroba, okropna”.
- Oczywiście wszystko zależy od człowieka. Ja zachorowałem na tę przypadłość, na tę „chorobę” od momentu, kiedy się tylko pojawiłem na w Arktyce. Jest to „okropna” przypadłość, ponieważ zrywa się ze swoim codziennym życiem w Polsce, z pracą dla niektórych od poniedziałku do piątku od 8 do 16, i przyjeżdża się tutaj na wyprawę - i nagle okazuje się, że bach, „choroba”. Co teraz zrobić ze swoim życiem po tej wyprawie? No chciałoby się tutaj wrócić. To jest miejsce tak unikalne, piękne i tak zapadające w serce, że chciałoby się aż tutaj nawet zamieszkać – mówił Tomaszewski.
Przyznał, że teraz – w ostatnich miesiącach tej całorocznej wyprawy – czuje „rozdarcie duszy”, ponieważ z jednej strony zaczyna mu brakować polskiej codzienności, ale z drugiej, z tak magnetycznego miejsca wracać się nie chce.
Rozmawiała Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)
Nauka w Polsce
akp/ zan/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.