Polarnik: niedźwiedzie polarne wyznaczają rytm wyjść w teren

Fot. Krzesimir Tomaszewski
Fot. Krzesimir Tomaszewski

Niezależnie, czy chodzi o dłuższą wyprawę na lodowiec, pomiary w „ogródku meteorologicznym” czy spacer – rytm wyjść w teren wyznaczają nam niedźwiedzie polarne – powiedział PAP Krzesimir Tomaszewski, polarnik i kierownik aktualnej wyprawy do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund.

27 lutego przypada Międzynarodowy Dzień Niedźwiedzia Polarnego – największego gatunku niedźwiedzia (samce mają nawet do 3 m wzrostu i do 1000 kg wagi), jednego z najbardziej rozpoznawalnych drapieżników i symbolu Arktyki.

Fot. Krzesimir Tomaszewski

- Samo obcowanie z dziką naturą na Spitsbergenie jest niesamowite, ale lodowce zawsze stoją w tych samych miejscach i w każdej chwili można do nich podejść. Natomiast jak „król Arktyki” pojawi się w okolicy, to zawsze czujemy podekscytowanie i chęć obserwowania go, oczywiście z bezpiecznej odległości. Niedźwiedzie polarne to przepiękne zwierzęta – opowiadał Krzesimir Tomaszewski, hydrochemik i kierownik aktualnej – 48. Wyprawy Polarnej do Polskiej Stacji Polarnej Hornsund na Spitsbergenie.

Przypomniał, że niedźwiedź polarny jest gatunkiem zagrożonym i ściśle chronionym. Ale że jest to drapieżnik szczytowy, który może stanowić niebezpieczeństwo dla człowieka, uczestnicy wypraw są zobowiązani przestrzegać zasad ustalonych przez gubernatora Svalbardu – m.in. że zawsze trzeba wychodzić w teren w co najmniej dwie osoby albo że trzeba mieć z sobą co najmniej dwie sztuki broni na ostrą amunicję (polarnicy są szkoleni z umiejętności posługiwania się bronią).

– To jest jego dom, my jesteśmy tylko gośćmi, więc to my jemu musimy zapewnić bezpieczeństwo i swobodę życia. Dlatego przy spotkaniu z niedźwiedziem w pierwszej kolejności staramy się zejść mu z drogi. Potem można spróbować wrzasnąć, krzyknąć, klasnąć, ewentualnie odstraszyć amunicją hukową. Kolejnym krokiem jest zasada 50 metrów, która mówi, że jeśli niedźwiedź przekroczy ten dystans, będzie szarżował w naszą stronę bez chęci zatrzymania, co świadczy, że chce nam zrobić krzywdę, to dopiero wtedy można podjąć się próby „utylizacji”, jak to się określa. Ale każda taka sytuacja to sprawa prokuratorska, jest z tym związanych mnóstwo formalności. W nieuzasadnionym przypadku można dostać gigantyczne kary finansowe, a nawet dożywotni zakaz przyjazdu na Svalbard – mówił Tomaszewski.

Fot. Krzesimir Tomaszewski

Polarnicy prowadzą specjalny zeszyt obserwacji niedźwiedzi wokół Stacji. Na teraz licznik wskazuje 23 wizyty od początku wyprawy. Jak podał kierownik, najczęściej jest to jeden młody osobnik, który przechodzi przez teren Stacji w trakcie swoich długich wędrówek.

I to właśnie ten osobnik okazał się winowajcą „afery” znikających kanistrów i lejków opadowych. Chodzi o historię z przełomu roku, kiedy polarnicy mieli do rozwiązania zagadkę znikających pojemników na zbierane do badań opady. Kanister i lejek raz zniknęły bez śladu, nowa para sprzętu tak samo. Przy trzecim podejściu lejek, owszem, był, ale zniszczony, a kanister leżał przeturlany nieopodal. Tym razem nagranie na kamerze i ślady wskazały winnego, który okazał się niedźwiedź właśnie.

Fot. Klaudia Bartoń 

- Zdarza się, że niedźwiedzie podchodzą na sam teren Stacji, a nawet pod budynki. Są to bardzo ciekawskie zwierzęta. One migrują, przemieszczają się cały czas, potrafią przejść każdego dnia po setki kilometrów. Trzeba przyznać, że po takiej długiej trasie przez gołą tundrę nagle spotkane sprzęty meteorologiczne stają się niezwykle interesujące – żartował Tomaszewski.

Fot. Klaudia Bartoń 

Polska Stacja Polarna Hornsund jest zlokalizowana na południu Spitsbergenu, gdzie siłą rzeczy jest nieco cieplej niż na północy. Dlatego też niedźwiedzi jest tu mniej niż w północnych częściach Arktyki. – Z opowieści doświadczonych polarników wynika, że jest ich coraz mniej. Klimat się ociepla i nasz południowy teren staje się dla nich za ciepły – dodał kierownik.

On sam stanął kiedyś oko w oko z niedźwiedziem. – Na szczęście zarówno ja, jak i niedźwiedź się spłoszyliśmy – powiedział, z ulgą, Tomaszewski.

Polska Stacja Polarna Hornsund im. Stanisława Siedleckiego – zarządzana przez Instytut Geofizyki PAN – znajduje się nad zatoką Isbjørnhamna w fiordzie Hornsund. Jest to południowa część wyspy Spitsbergen, która należy do archipelagu Svalbard. Stacja prowadzi całoroczny monitoring środowiskowy i jest najdalej wysuniętą na północ (za koło podbiegunowe) stałą polską instytucją naukową.

Obecnie przebywają tam uczestnicy całorocznej, 48. Wyprawy Polarnej IGF PAN 2025/2026. (PAP)

Nauka w Polsce

akp/ zan/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Fot. Adobe Stock

    PROP: nęcenie i dokarmianie dużych drapieżników jest dla nich szkodliwe

  • Fot. Adobe Stock

    Paleontolog w Dniu Dinozaura: paleontologia daje dystans np. do patrzenia na zmiany klimatu

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera