Nauka dla Społeczeństwa

27.09.2022
PL EN
21.07.2022 aktualizacja 21.07.2022

Bezdomne koty: pomysł na walkę z przyrostem populacji

Łódź, 07.04.2012. Schronisko "Hotel dla zwierząt" w Łodzi. (gm/soa) PAP/Grzegorz Michałowski Łódź, 07.04.2012. Schronisko "Hotel dla zwierząt" w Łodzi. (gm/soa) PAP/Grzegorz Michałowski

Ponad 12-letnie badanie kotów ulicznych (wolno żyjących) pokazuje, jak skutecznie kontrolować liczebność ich populacji. Najważniejsza jest kastracja oraz … dogadanie się z miejskimi karmicielkami bezdomnych zwierząt.

Coraz większa liczba wolno żyjących kotów jest problemem globalnym. Badania pokazują, że bezpańskie koty są jednym z najbardziej inwazyjnych gatunków na świecie. Jednakże, choć niszczą lokalną przyrodę, roznoszą groźne dla człowieka choroby, pogarszają warunki sanitarne, a także same cierpią z powodu niskiego poziomu dobrostanu - większość ludzi niechętnie patrzy na kontrolowanie ich populacji. Prawdopodobnie dlatego, że koty domowe są także ulubionymi przez wielu zwierzętami towarzyszącymi - piszą autorzy publikacji, która ukazała się w czasopiśmie „PNAS” (http://dx.doi.org/10.1073/pnas.2119000119).

Obecnie najpopularniejszą i zalecaną metodą kontroli populacji kotów ulicznych jest TNR (Trap-Neuter-Return), czyli Złap-Wykastruj-Wypuść. Wolno żyjące „mruczki” są łapane w specjalne pułapki, kastrowane, a następnie wypuszczane w tym samym miejscu, w którym uprzednio je schwytano.

Prof. Eyal Klement oraz dr Idit Gunther ze Szkoły Medycyny Weterynaryjnej na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie przez 12 lat prowadzili obszerne badania, by sprawdzić wpływ różnych metod kontroli populacji kotów. „Chociaż protokół TNR został wdrożony w różnych częściach świata, cały czas mamy sprzeczne dowody dotyczące jego skuteczności w zmniejszaniu problemu bezdomności kotów, poprawie ich dobrostanu oraz ograniczaniu problemów przez nie powodowanych” - mówi prof. Klement.

Badanie skupiło się na jednym izraelskim mieście (Riszon le-Cijjon), gdzie w trzech 4-letnich okresach testowano różne podejścia do problemu bezdomnych kotów. W pierwszym okresie nie wprowadzono żadnej ogólnej interwencji populacyjnej, w drugim badacze zorganizowali intensywny program kastracji kotów, ale tylko dla jednej połowy miasta (druga połowa stanowiła grupę kontrolną), w trzecim kastrowano koty na terenie całego miasta.

Okazało się, że kastracja kotów w połowie stref miejskich w ogóle nie zmniejszyła populacji tych zwierząt. Przeciwnie: liczba żyjących na ulicy kotów po 4 latach eksperymentu zwiększyła się. Naukowcy przypisują to nieoczekiwane odkrycie temu, że niewykastrowane koty mogły swobodnie migrować na tereny objęte programem sterylizacji.

Jedyny zauważalny spadek liczebności bezdomnych kotów osiągnięto stosując trzecią z wymienionych wyżej metod. Jednakże, aby przynosiła ona faktyczne skutki, poziom kastracji kotów należy utrzymywać na stałym poziomie co najmniej 70 proc. Przy takim wyniku populacja zwierząt zmniejsza się o ok. 7 proc. rocznie. Niestety po pewnym czasie zaczyna znowu przyrastać; pojawia się coraz więcej nowych kociąt.

Zdaniem autorów publikacji najprawdopodobniej wynika to z faktu, iż zwiększa się przeżywalność kociaków w związku z brakiem konkurencji ze strony wykastrowanych, a więc mniej agresywnych, kotów dorosłych. „Niekastrowane koty są dużo bardziej terytorialne niż osobniki wykastrowane - wyjaśnia prof. Klement. - Kiedy więc migrują w okolice, gdzie bytuje duża liczba osobników wykastrowanych, zaczynają tam dominować, co skutkuje pojawianiem się młodych”.

Izraelscy naukowcy podsumowują, że ideałem, którym pozwoliłby na faktyczny i długoterminowy spadek populacji bezpańskich kotów, byłoby kastrowanie co najmniej 70 proc. populacji tych zwierząt. Aby zaś uniknąć ponownego wzrostu populacji, autorzy sugerują, aby jednocześnie z prowadzeniem procedury TNR wdrożyć kampanie polegające na kontrolowaniu zasobów karmy dla kotów bezdomnych. „Można to osiągnąć poprzez tworzenie stałych stacji żywienia zwierząt, w ściśle ustalonych miejscach, a zakazując dokarmiania ich w innych miejscach publicznych - tłumaczy Klement. - Nie tylko poprawiłoby to dobrostan kotów, które otrzymując odpowiednią dietę cieszyłyby się lepszym zdrowiem, ale także ułatwiłoby wdrożenie polityki sterylizacji poprzez łapanie osobników, które same przychodzą na miejsca karmienia”.

Katarzyna Czechowicz

kap/ zan/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2022