Nauka dla Społeczeństwa

16.04.2024
PL EN
14.09.2015 aktualizacja 14.09.2015

Po spaleniu wszystkich zasobów paliw poziom morza wzrośnie o 60 m

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Gdyby spalić pozostałe w Ziemi zasoby paliw kopalnych, powstałe przy tym emisje węgla spowodowałyby ocieplenie wystarczające, by stopić niemal cały lód Antarktydy i podnieść poziom morza o 50-60 m - szacują naukowcy w "Science Advances".

Naukowcy ocenili wpływ nieograniczonego spalania paliw kopalnych na lodowiec Antarktydy.

Ponieważ wiele z ważnych metropolii świata znajduje się na terenach nisko położonych - nowa prognoza oznacza, że po spaleniu pozostałych w Ziemi paliw kopalnych duża część gęsto zaludnionych terenów (zamieszkiwanych w sumie przez ponad miliard ludzi) zostałaby zalana - piszą autorzy publikacji.

"Jeśli nie chcemy stopienia Antarktyki, nie możemy stale wydobywać z ziemi paliw kopalnych zawierających węgiel, i tłoczyć ich do atmosfery jako dwutlenek węgla, co właśnie robimy" - zauważa jeden z autorów pracy, Ken Caldeira z Carnegie Institution for Science. - Większość dotychczasowych badań Antarktyki skupiała się na topnieniu lodowca Antarktydy Zachodniej. Nasze badanie pokazuje, że spalanie węgla, ropy i gazu niesie również ryzyko straty o wiele większego lodowca - Antarktydy Wschodniej".

Choć lodowiec Antarktydy już zaczął się topić - o przyszłym przebiegu tego procesu decyduje skomplikowana sieć czynników i sprzężeń zwrotnych, m.in. ogólne ocieplenie (spowodowane emisjami gazów cieplarnianych), dodatkowe ocieplenie oceanu, a także ewentualne mechanizmy neutralizujące te procesy (np. dodatkowe opady śniegu).

Korzystając z modelowania komputerowego autorzy badania analizowali możliwe zmiany pokrywy lodowej Antarktydy w ciągu najbliższych 10 tys. lat. Tłumacząc, dlaczego przyjęli tak dużą perspektywę - zaznaczają, że węgiel, który trafia do atmosfery, utrzymuje się w niej jeszcze tysiące lat.

Badacze ustalili, że lodowiec z Antarktydy Zachodniej straci stabilność (tzn. procesy topnienia zaczną przeważać nad procesami jego powstawania), kiedy emisje węgla do atmosfery na obecnym poziomie będą się utrzymywać jeszcze przez 60 - 80 lat.

Aby do tego doszło, wystarczy spalić 6-8 proc. węgla obecnego w dostępnych dziś zasobach węgla, ropy i gazu. W sumie zasoby te zawierają 10.000 miliardów ton węgla - szacują naukowcy.

Zdaniem autorów badania lodowiec Antarktydy Zachodniej mógł już osiągnąć stan, w którym topnienie przeważa nad jego odbudową. "Jeśli jednak chcemy przekazać kolejnym pokoleniom miasta takie jak Tokio, Hong Kong, Szanghaj, Kalkuta, Hamburg czy Nowy Jork, powinniśmy unikać osiągnięcia podobnej sytuacji w Antarktydzie Wschodniej" - dodaje inny autor badania, Anders Levermann z Poczdamskiego Instytutu Badań Skutków Zmian Klimatu.

Przyjmuje się, że jeśli temperatury na świecie do końca XXI w. nie wzrosną więcej niż 2 st. C (powyżej średniej z czasów przedindustrialnych), topnienie lodowców spowoduje podniesienie poziomu mórz "jedynie" o kilka metrów. Jak piszą autorzy materiału w "Science Advances", silniejsze ocieplenie może spowodować nieodwracalne zmiany w lodowcach na wschodzie i zachodzie Antarktydy. Nadprogramowe ocieplenie - o każdy kolejny ułamek stopnia - zwiększy ryzyko całkowitego i nieodwracalnego stopnienia lodu w tej części świata.

Autorzy badania nie przewidują dużego przyspieszenia topnienia lodu w XXI w. Stwierdzają jednak, że poziom mórz w najbliższym tysiącleciu może średnio wzrastać o ok. 3 cm na rok - co znaczy, że do końca obecnego tysiąclecia lustro wody podniesie się o ok. 30 m.

Po kilku tysiącach lat poziom mórz może wzrosnąć nawet o 60 m - piszą.

"O ile nie przestaniemy tłoczyć w niebiosa dwutlenku węgla, wtedy lądy, na których żyje dziś ponad miliard ludzi, pewnego dnia znajdą się pod wodą" - ostrzega Caldeira. (PAP)

zan/ krf/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2024