Badaczka: suplementy na stres to nie są obojętne substancje

Adobe Stock
Adobe Stock

Ashwagandha, melisa, melatonina. Nawet co czwarta badana osoba stosuje na stres lub poprawę nastroju suplementy diety bądź leki bez recepty, ale wciąż mało kto wspomina o tym w czasie wizyty u lekarza – wynika z badań. Ich autorka Aleksandra Brzozowska zachęca, by nie wstydzić się mówić o tym lekarzom.

Badacze z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed) przeanalizowali, jak Polacy stosują suplementy diety oraz leki bez recepty oferowane jako środki poprawiające nastrój lub redukujące skutki stresu.

W badaniu ankietowym (online oraz w badaniach ulicznych) wzięło udział prawie 800 osób (w tym 80 proc. kobiet). Wyniki ukazały się w czasopiśmie „Scientific Reports” https://www.nature.com/articles/s41598-026-61359-z .

Z badań wynikło, że blisko 23 proc. badanych stosuje obecnie tego typu preparaty, a dodatkowe 37 proc. stosowało je w przeszłości. Obecni użytkownicy najczęściej wymieniali ashwagandhę, czyli żeń-szeń indyjski (52 proc.), melisę (ok. 39 proc.) i melatoninę (25 proc.). Popularne były również waleriana (21 proc.), wyciąg z chmielu (20 proc.) oraz różeniec górski (11 proc.).

Około połowa ankietowanych użytkowników zadeklarowała, że łączy je z regularnie przyjmowanymi lekami na receptę. Mały odsetek użytkowników - zaledwie co piąty z nich - informował lekarza o przyjmowaniu preparatów bez recepty.

W ankiecie pytano użytkowników, dlaczego nie wspominają o tym medykom. Okazuje się, że pacjenci często nie wiedzą, że dla lekarza może to być istotna informacja.

– A przecież substancje te potrafią mocno zmieniać metabolizm innych preparatów. To nie są produkty obojętne dla zdrowia – nie można do nich podchodzić na zasadzie: „to naturalne, więc nie zaszkodzi” – przestrzegła w rozmowie z PAP Aleksandra Brzozowska, która badania realizowała pod kierunkiem dr. Jakuba Grabowskiego, jako studentka GUMed.

Z polskich badań wyłania się też obraz pacjentów, którzy nie wspominają o suplementach na stres w obawie przed oceną ze strony medyka. – Wynika to pewnie ze stygmatyzacji zdrowia psychicznego oraz lęku przed przyznaniem się do stosowania czegoś spoza kanonu medycznego – zauważyła badaczka.

Precyzyjna komunikacja związana z przyjmowaniem suplementów zależy jednak również od samych lekarzy.

– Wystarczyłoby jedno proste pytanie w gabinecie: „Czy przyjmuje pan/pani jakieś suplementy?” – wskazała Brzozowska.

– To, że ludzie biorą specyfiki na poprawę nastroju, oznacza, że dostrzegają problem ze swoim samopoczuciem i to jest ich forma sięgania po pomoc. Lekarze nie powinni traktować tego np. w kategoriach „antysystemowości”. Należy się po prostu zaopiekować potrzebami pacjenta i spróbować mu pomóc, nie negując tego, jak sobie radzi ze swoimi problemami – oceniła.

Pytana o to, co badania naukowe mówią o skuteczności poszczególnych specyfików bez recepty na samopoczucie, badaczka wspomniała o publikacji w „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”, gdzie wraz z zespołem porównała deklaracje producentów z wiedzą naukową.

– Na razie dowody potwierdzające skuteczność preparatów nie są mocne. Wyjątkiem są najlepiej przebadane dziurawiec i melisa. Dziurawiec ma wykazane właściwości przeciwdepresyjne ze względu na wpływ na układ serotoninergiczny. Trzeba jednak wiedzieć, że jego stosowanie jest obarczone dużym ryzykiem interakcji – np. z lekami z grupy SSRI – oraz ryzykiem fotouczulenia. Melisa wpływa z kolei na szereg układów neuroprzekaźników i wykazuje lekkie działanie przeciwlękowe. W przypadku ashwagandhy istnieją metaanalizy wskazujące, że zmniejsza podatność na codzienny stres i łagodzi lęk. Nie powinny jej jednak stosować np. osoby z chorobami tarczycy. Natomiast bardzo słabe są przesłanki naukowe, że wpływ na poprawę nastroju ma stosowanie CBD – wyjaśniła.

Aleksandra Brzozowska przypomniała, że suplementy diety to „czarna plama” w polskim prawie. Aby wprowadzić tego typu produkt na rynek, wystarczy powiadomić Główny Inspektorat Sanitarny. – W 2025 roku zgłoszono w Polsce ponad 15 tysięcy powiadomień dotyczących suplementów diety, z czego kilkaset dotyczyło preparatów ziołowych na poprawę nastroju czy redukcję stresu – powiedziała.

Zwróciła też uwagę, że np. produkty z ashwagandhą mogą się różnić dawką substancji czynnej – witanolidów – nie tylko w zależności od producenta, ale i w zależności od serii. W przypadku suplementów nie jest to w żaden sposób uregulowane.

– Chciałabym, żeby każdy, kto decyduje się na przyjęcie takiego preparatu, zanim zacznie go stosować, zastanowił się: dlaczego go bierze i jaki chce osiągnąć efekt. Warto jak najwięcej dowiedzieć się, jaki to może mieć wpływ na zdrowie – porozmawiać z farmaceutą lub lekarzem i przeczytać ulotkę. Warto zastanowić się, co się zrobi, jeśli produkt nie sprawi, że poczujemy się lepiej – podsumowała Brzozowska.

Ludwika Tomala (PAP)

lt/ agt/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Adobe Stock

    Kwiat udaje figę, by oszukać osę

  • Fot. Adobe Stock

    Popularny lek na otyłość może wydłużać życie w większym stopniu niż samo ograniczenie kalorii

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera