Eksperci: Polska dobrze sobie radzi ze zwalczaniem gruźlicy

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Mimo wojny na Ukrainie Polska dobrze sobie radzi ze zwalczaniem gruźlicy dzięki nowoczesnej diagnostyce i wprowadzeniu nowych procedur leczenia. Nie znaczy to jednak, że nie są potrzebne dalsze zmiany - mówili eksperci w piątek podczas konferencji z okazji Światowego Dnia Walki z Gruźlicą.

Gruźlica wciąż jest w czołówce najbardziej śmiertelnych chorób zakaźnych – co roku dochodzi do około 10 milionów nowych zachorowań, zaś umiera około 1,4 miliona osób. Rośnie liczba zakażonych gruźlica lekooporną.

Prof. dr hab. med. Tadeusz M. Zielonka (Warszawski Uniwersytet Medyczny) przedstawił najnowsze dane WHO dotyczące głównych czynników ryzyka w przypadku gruźlicy. To – w kolejności - niedożywienie, alkoholizm, palenie papierosów, osłabiające odporność zakażenie wirusem HIV oraz cukrzyca. Choć niedożywienie wydaje się dotyczyć Polski w niewielkim stopniu, może być problemem w przypadku osób starszych czy pensjonariuszy domów pomocy społecznej (a nawet szpitali). Alkoholizm jest główną przyczyną, dla której gruźlica (w tym lekooporna) jest tak powszechna w krajach wchodzących w skład byłego Związku Radzieckiego. Palenie tytoniu to ważny czynnik ryzyka w Europie, natomiast globalnie większe znaczenie ma HIV (zwłaszcza w krajach afrykańskich). W Polsce sytuacja jest lepsza niż wielu innych krajach Europy. Jak jednak podkreślił prof. Zielonka, najbardziej niedoceniany czynnik ryzyka gruźlicy to cukrzyca, która dotyczy milionów Polaków. Dlatego w przypadku niezidentyfikowanych infekcji, które nie ustępują i słabo się leczą lekarz powinien brać pod uwagę rozpoznanie gruźlicy - podkreślił profesor. Wojna, uchodźcy, bezdomni, więźniowie – to także grupy ryzyka – zaznaczył. Polska jest obecnie krajem przyfrontowym, a wszystkie badania wskazują, że wraz z wybuchem wojny liczba zachorowań na gruźlicę wzrasta nie tylko w kraju objętym wojną, ale i w krajach sąsiednich, do których trafiają uchodźcy .

Jeszcze podczas wcześniejszej, czwartkowej konferencji nt. gruźlicy prof. prof Maria Korzeniewska-Koseła z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc zauważyła, że po ataku Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. do Polski przyjechały z Ukrainy przede wszystkim kobiety z wyższym wykształceniem i dzieci. Są to grupy, wśród których gruźlica występuje rzadko. Na Ukrainie chorują na nią głównie mężczyźni, z reguły - mniej mobilni mieszkańcy wsi.

Fot. Infografika PAP

Reprezentujący WHO regionalny doradca ds. gruźlicy na teren Europy Askar Yedilbayev zaznaczył podczas konferencji w piątek, że w odróżnieniu od pozostałych regionów świata Europa ma dobrze rozwiniętą infrastrukturę ochrony zdrowia oraz tradycję radzenia sobie z gruźlicą. Z drugiej strony obciążenie gruźlicą – zwłaszcza odporną na wiele leków – jest tu największe, głównie w Europie Wschodniej, w mniejszym stopniu - w Środkowej i Zachodniej. Przed pandemią COVID postęp w eliminowaniu gruźlicy był największy właśnie w Europie. Pandemia zachwiała dostępnością leczenia i pogorszyła raportowanie. Wzrosła ilość zgonów. Jak jednak podkreślił profesor, "w nowych warunkach Polska robi wszystko, co możliwe". Szczególnie docenił szybką diagnostykę i skuteczne leczenie skoncentrowane na dobru pacjenta.

Prof. dr hab. Ewa Augustynowicz-Kopeć, dyrektor ds. Naukowych Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc (IgiChP) podkreśliła, że zgodnie z najnowszymi (z 20 marca 2024) zaleceniami WHO w zwalczaniu gruźlicy ważny jest powszechny dostęp do badań molekularnych - umożliwiających rozpoznanie w ciągu kilku godzin nie tylko samej choroby, ale i lekooporności bakterii u danego chorego. Polska jest do tego znakomicie przygotowana - podkreśliła; dzięki pomocy WHO do laboratoriów w krajowych ośrodkach zajmujących się gruźlicą zakupione zostały systemy do diagnostyki molekularnej.

Jak przypomniał prof. dr hab. n. med. Stefan Wesołowski, dyrektor Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc (IgiChP), krajowy plan strategiczny dotyczący gruźlicy zakłada koordynacje działania wszystkich zainteresowanych stron. Być może warto skopiować standardy obowiązujące w onkologii, na przykład ścieżkę szybkiej diagnostyki - sugerował.

"Gdy w roku 1950 powołano Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, wskaźniki epidemiologiczne były w Polsce tragiczne: 26 tys. zgonów na gruźlicę rocznie" – przypomniał prof. Wesołowski. Do ówczesnych sukcesów w zwalczaniu gruźlicy przyczyniły się między innymi badania małoobrazkowe - technika pozwalająca na szybkie i tanie badanie wielu osób za pomocą łatwego w transporcie sprzętu. Bez okresowo wykonywanego "małego zdjęcia rentgenowskiego" nie można było podjąć pracy. Niestety, ówczesne badania laboratoryjne w kierunku gruźlicy – takie jak posiew - dawały wynik dopiero po kilku tygodniach. Obecnie diagnoza może być postawiona w dwie godziny.

Dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezeska zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc i konsultantka krajowa ds. Chorób Płuc wskazała na konieczność wprowadzenia centralnego, skoordynowanego rejestru chorych na gruźlicę, co pozwoli monitorować wyniki badań oraz leczenie. Potrzebne jest także krajowe laboratorium referencyjne, które weryfikowałoby rozpoznania kosztownych leczeniu zakażeń prątkami wielolekoopornymi.

Fot. Infografika PAP

Jak mówił dr Adam Nowiński, o ile do niedawna do leczenia gruźlicy wystarczały tanie i szybko dostępne leki, pojawienie się prątków wielolekoopornych wymusiło nowe, często bardzo drogie (ponad 200 tysięcy złotych) leczenie. Jednak przy właściwym rozpoznaniu nowe metody leczenia (których wprowadzenie wymusiła wojna na Ukrainie) pozwalają osiągnąć sukces terapeutyczny w pół roku, a nie w kilkanaście miesięcy, w znacznie większym procencie przypadków niż dotychczas. Wprowadzony został system leczenia nadzorowanego – pacjenci nie muszą spędzać kilkunastu miesięcy w szpitalu, mogą wyjść do domu, pracować, a jednocześnie skutecznie się leczyć i nie zakażać. Zmniejsza to koszty i jest korzystne dla psychiki pacjenta.

Profesor Zielonka podkreślił, że choć pandemia Covid była tragicznym wydarzeniem, nauczyła nas zasad profilaktyki, które chronią także przed gruźlicą – dystansu społecznego, noszenia maseczek, mycia rąk. W przypadku osób które uległy zakażeniu, a nie zachorowały (choroba może się ujawnić w sprzyjających jej okolicznościach) konieczne bywa profilaktyczne podawanie leków - znacznie prostsze i tańsze niż w przypadku chorych. (PAP)

Paweł Wernicki

pmw/ zan/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  •  10.05.2024. PAP/Michał Meissner

    CIOP-PIB: pożar to nie tylko ogień, ale i niebezpieczny dla człowieka dym

  • Fot. Adobe Stock

    Ekspert: kilkaset tysięcy Polaków może mieć niezdiagnozowaną celiakię

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera