Nauka dla Społeczeństwa

06.07.2022
PL EN
31.05.2022 aktualizacja 31.05.2022

Roch Sulima, miłośnik codzienności, opisuje jej upadek

Kondycja współczesnego człowieka naznaczona jest upadkiem w codzienność, która staje się reklamowanym towarem, modą  - pisze antropolog kultury, wieloletni kierownik Zakładu Kultury Współczesnej Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Roch Sulima, w swojej najnowszej książce "Powidoki codzienności”.

Prof. Roch Sulima niemal całe życie zajmował się antropologią codzienności - taki tytuł nadał też jednej ze swoich najważniejszych prac. Badacz odróżnia kategorie "codzienności" i "życia codziennego". Życie codzienne to praktyka, "codzienność" - w ujęciu Sulimy - to sposób myślenia o niej. To prof. Sulima przez swoje artykuły, a także seminarium rozpropagował kategorię "codzienności", jako wygodną do opisu kultury. Z jego najnowszej pracy wynika, że obecnie jest tą konstrukcją nieco znużony.

"Kończę z fascynacją codziennością. Bo teraz wszyscy są nią zainteresowani. W telewizyjnej reklamie napoju można usłyszeć na przykład frazę +podkręć codzienność+, natomiast w reklamie mleka +codzienność nabiera barw+. A wiec codzienność stała się potężną modą, towarem, a przy tym rzeczywistością mitopodobną, totalizujacą, o dużej mocy oddziaływania" - pisze antropolog, zauważając, że liczba konferencji naukowych poświęconych "codzienności" zaczyna dorównywać liczbie konferencji poświęconych flagowej kategorii ostatnich dekad, czyli "tożsamości". "Codzienność" trafia dziś na okładki książek złożonych z felietonów i zapisków, staje się chwytem reklamowym.

Emancypację pojęcia "codzienności" Sulima wiąże z epidemią Covid-19. "Pandemia, szczególnie w początkowej fazie, uczyniła nas wszystkich praktykującymi antropologami codzienności" - pisze. W sytuacji, gdy dotychczasowy tryb życia uległ zawieszeniu, a wielka część społeczeństwa spędzała całe dni w domu, "codzienność" stała się jakby bardziej widoczna, powszechnie zaczęto zabiegać o podniesienie jej jakości. I tu, jak obserwuje prof. Sulima, nastąpiło pewnego rodzaju przegrupowanie sił: za naszą "codzienność", myślenie o własnym życiu, wzięli się eksperci.

"Nasza codzienność jest prefabrykowana, utowarowana, sama jest towarem, który sprzedaje się na rynku dóbr symbolicznych. Jest ustanawiana za sprawą propagowanych przez ekspertów codzienności reżimów kulinarnych, kosmetyczno-higienicznych, seksualnych, komunikacyjnych" - pisze badacz. Dla czytelników prasy kobiecej, popularnych młodzieżowych magazynów oraz tabloidów, dla odbiorcy reklam i całodobowej telewizji, nie ma już rzeczywistości, są "efekty specjalne", o czym najlepiej wiedzą celebryci. "Z drugiej strony, wszystko poddane jest parametryzacji, co jednak nie służy uśrednianiu, ale skalowaniu efektów specjalnych. W telewizji i kobiecych pismach akcentujących problematykę stylów życia +codzienność+ pokrywa się z modą i dobrym obyczajem, staje się przestrzenią gry, której zasady wyznacza: +okazja+, +zdarzenie+, +nowość+, permanentna +sytuacyjność+, a oczekiwanym rezultatem tych gier jest +codziennie wyglądać dobrze, modnie, z powiewem nowości. Codzienność jest permanentną innością na co dzień. +Żyję absolutną pełnią. Mam święto codziennie+" – cytuje Sulima bohaterki pism dla kobiet.

Jak pisze prof. Sulima, "codzienność" przestała też być rutyną. Przeciwnie - niespodziewane wydarzenia, zaskoczenia to doznania, jakie się rutynowo, z dnia na dzień, codziennie powtarzają. "To właśnie wysokie prawdopodobieństwo zajść niecodziennych jest dziś doświadczeniem codziennym" - podkreśla.

W "Powidokach codzienności" Roch Sulima pisze też m.in. o historii ciała na plaży, o śmieciach i sprzątaniu w polszczyźnie, o powitaniach i rytuałach terytorialności. Jest też wiele o Warszawie, m.in. analiza antropologiczna dawnego targowiska na Stadionie Dziesięciolecia jako laboratorium polskiej rzeczywistości, analiza demonstracji w krajobrazie kulturowym miasta (m.in. o  Czarnych Protestach) oraz brutalizacji języka w sferze publicznej.

W otwierającej książkę rozmowie z Rafałem Księżykiem prof. Sulima opowiada także o swoim życiu. "Urodziłem się w miejscowości Lipa-Miklas koło miasteczka Lipsko, niespełna trzydzieści kilometrów od Iłży. Zawsze oznajmiam, że w moim końcu wsi mieszka trzech profesorów zwyczajnych. Dużo tej profesury na hektar przypada" - zauważa Sulima, który, po latach spędzonych w Warszawie, powrócił do rodzinnej wsi i jest jednym z trójki mieszkających tam naukowców.  "Jestem prowincjuszem z urodzenia i zamiłowania. Choć mógłbym się dziś określić antropologiem miasta [...] chciałem uciec od neonów i blasków miasta, no i mam za oknem piękny las, a nad lasem górują w nocy czerwone światła latarń elektrowni wiatrowych. Mam horyzont wypunktowany na czerwono. Taki mnie spotkał przypadek. Świat został sprzedany, to i krajobraz jest sprzedany. I tak się zastanawiam, czy stać nas na przekorę wobec tego wszystkiego? Czy jakiś heroizm jest dzisiaj w ogóle do pomyślenia?" - zastanawia się naukowiec.

Z dawnych chłopskich tradycji Sulima chętnie kontynuuje koszenie. "Nawet dziś kosę mam niejedną, ale jeszcze nie na sztorc! Miałem przed laty pomysł, aby urządzić w Małomierzycach turniej kosiarzy, który pokazałyby media. Zaprosiłbym biskupa Głódzia, z którym popijałem czerwone wino na uroczystościach osiemdziesięciolecia Polskiego Radia. Doprosiłbym jeszcze Andrzeja Leppera i rzucił wyzwanie: kto szybciej skosi łąkę. Biskup, lider chłopskiej rebelii czy profesor uniwersytetu?" - zastanawia się Sulima.

Roch Sulima ukończył technikum mechaniczne w Radomiu, ma dyplom technika mechanika urządzeń precyzyjnych i przez rok pracował w fabryce obuwia w Prudniku. Koledzy z uczelni pamiętają, jak prof. Sulima mawiał: "A niech nas powyrzucają, ja mam fach w ręku". "Pamiętam, jak w czasie wielkiej demonstracji związków zawodowych we wrześniu 2014 roku podeszła pod uniwersytet grupka przyjezdnych demonstrantów, żeby nam złorzeczyć. Rzucali obelgi na tych, +co na uniwersytecie siedzą+. Podszedłem do jednego z nich. +W fabryce pan pracował fizycznie?+. +Nie!+. +A mieszkał pan w hotelu robotniczym?+. +Nie!+. +Ja tu jestem profesorem na uniwersytecie, a w fabryce pracowałem, w hotelu robotniczym mieszkałem i możemy się zmierzyć w czasie jakichś prac technicznych+. Poszedł jak zmyty" - wspomina badacz.

Jako młody antropolog Sulima badał kulturę robotników i ją docenia, choć widzi też jej słabości. "Życie wiejskie jest oparte na fundamencie pracy pojmowanej zupełnie inaczej niż w kulturze robotniczej. W kulturach protestanckich – także w kulturze robotniczej – jest zamysł wytworu i wytwór. Proces pracy ma skale czasowe i zwieńczenie. W chłopskim światopoglądzie takich rzeczy nie było, nie efekt się liczył. Praca, pracowitość to rodzaj misji. W pamiętnikach chłopskich dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym zaczęły się pojawiać takie kategorie, jak +kalkulacja+, +wyliczenia+, +opłacalność+. Wcześniej tego w ogóle nie było. Trzeba było od wschodu do zachodu słońca coś robić" - pisze. Całą epoką życia Sulimy była praca w piśmie "Regiony", poświęconym kulturze ludowej.

Dla antropologa nieoceniona okazała się znajomość kultur chłopskiej i robotniczej, ale kształtujący okazał się też wpływ literatury, w której zanurzył się, studiując polonistykę. "To, co dla antropologii codzienności zrobił Miron Białoszewski, jego sposób patrzenia na świat, jest nie do przecenienia. Claude Lévi-Strauss, twórca antropologii strukturalnej, przywołał Balzaka jako fundującego socjologię. Albo Gombrowicz! Nie znam lepszego psychologa społecznego niż Gombrowicz, szczególnie z +Dzienników+. Białoszewski patrzy na świat poprzez nieustanne nazywanie go na swój sposób. To są raporty z codzienności. Właśnie za sprawą języka" - podkreśla Sulima.

"Czasem media mnie podpisują (i sam już tego zacząłem używać): antropolog i historyk kultury. A ja nie mam na to żadnej licencji. Nie mam dyplomu z etnologii ani antropologii. Jestem antropologiem samozwańczym. Dyplom mam z polonistyki. Czyli jestem od wierszyków, od poetów, a to kondycja na wsi kiedyś podejrzana, chociaż zdecydowanie dziś coraz mniej. [...]. Interesują mnie zjawiska żywiołowe, praktyki życiowe, a w mniejszym zakresie spekulacje. Zdaję sobie sprawę, że to być może mój mankament, ilekroć coś pisałem, zawsze chciałem opisać konkretny fakt, wyrazisty fenomen, poznany najlepiej w doświadczeniu, spojrzeć przez tę optykę na świat. Od lat 70. uprawiałem z moimi studentami antropologię mierzoną krokami, +wychodzoną+, interpretowaliśmy zjawiska skalowane krokami na przykład na warszawskim Powiślu czy Pradze, a nie tylko zawartością bibliotek" - podsumowuje prof. Sulima.

Książka "Powidoki codzienności" ukazała się nakładem wydawnictwa Iskry. (PAP)

autor: Agata Szwedowicz

aszw/ skp/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2022