Nauka dla Społeczeństwa

24.04.2024
PL EN
27.02.2006 aktualizacja 27.02.2006

Czy warto wierzyć przedwyborczym sondażom

<p>&quot;Sondaże przedwyborcze są najlepszym, choć nie bezbłędnym, <br />zwierciadłem opinii publicznej&quot; - przekonują przedstawiciele nauk <br />społecznych. Skoro&nbsp; tak, to dlaczego sondaże różnią się od <br />ostatecznych wyników wyborów? Czy to wina badaczy i przyjętej <br />przez nich metody? A może samych badanych, którzy nie mówią <br />ankieterom prawdy? </p>

"Nie znaleźliśmy do tej pory lepszego sposobu szacowania
preferencji wyborców niż sondaże, choć są one wciąż niedoskonałe" -
 uważa politolog i socjolog dr Radosław Markowski z Instytutu
Studiów Politycznych PAN
  i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

INFORMUJĄ CZY MANIPULUJĄ

Przeciwnicy uważają, że sondaże przedwyborcze manipulują opinią
publiczną zamiast ją wyrażać, ponieważ to one decydują, kto się
liczy w wyborczej grze, a kto nie.

Socjologowie nie zgadzają się z tym poglądem. "Nie można za pomocą
sondaży wybrać prezydenta" - podkreśla prof. Antoni Sułek z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. "Dobra pozycja w rankingach ma
wprawdzie wpływ na wybór danej partii lub kandydata, ale w żadnym
razie nie przesądza o wyniku wyborów. Ludzie kierują się przede
wszystkim własnymi preferencjami politycznymi, a dopiero potem
sondażami" - dodaje.   

CO PSUJE SONDAŻE

Niedoskonałość sondaży, zdaniem specjalistów, wypływa przede
wszystkim z samej natury badania statystycznego. "Badanie takie
jest oparte na reprezentatywnej próbie zbiorowości, a nie na całej
grupie" - wyjaśnia prof. Sułek. "Dopuszczalny, tzw. maksymalny
błąd statystyczny, nie  powinien być jednak większy od 3 procent" -
 dodaje.

Oprócz błędu statystycznego na "skrzywienie" wyników sondażu mogą
wpłynąć również inne czynniki. Może być na przykład tak, że próba
badanych osób nie jest w pełni reprezentatywna względem ogółu
wyborców.

Obecnie wszystkie uznane ośrodki badania opinii publicznej
przyjmują, że osoby badane w sondażach  - pod względem takich cech
jak wiek, płeć, wykształcenie i miejsce zamieszkania - powinny
reprezentować całe społeczeństwo. Zdaniem Markowskiego, takie
założenie nie jest jednak do końca słuszne.

"W polskich warunkach tylko mniej więcej połowa ludzi chodzi na
wybory. Próby powinny być reprezentatywne względem owej aktywnej
połowy, a nie całości społeczeństwa" - uważa Markowski. Tak jednak
nie jest i między innymi dlatego, według politologa,  wyniki
sondaży różnią się od rzeczywistych rezultatów.

Istotny dla wyniku sondażu jest też przyjęty sposób badania.
Ostatnio rozpowszechniły się przedwyborcze sondaże na telefon. W
niektórych ankieterzy dzwonią tylko na telefony komórkowe.
Socjologowie podchodzą do takich badań nich z rezerwą. "Biedniejsi
ludzi, np. mieszkańcy wsi, nie zawsze mają telefon, a więc sondaże
telefoniczne zawyżają zwykle notowania partii popularnych wśród
inteligencji i ludzi z miasta" - zauważa prof. Sułek. Dlatego,
zdaniem socjologa, sondaże oparte na wywiadach bezpośrednich,
czyli "twarzą w twarz" dają lepszy obraz rzeczywistości.

CZY WYBORCY UKRYWAJĄ SWOJE PREFERENCJE

Według prof. Sułka, za nie do końca prawdziwe sondaże odpowiadają
czasem sami wyborcy, a nie tylko badacze. "Zdarza się, że wyborcy
ukrywają przed ankieterem prawdziwe preferencje polityczne albo w
ostatniej chwili zmieniają faworyta" - tłumaczy profesor. To także
może wypaczyć rezultaty sondażu.

Odmiennego zdania w tej sprawie jest dr Markowski. "Jeszcze na
początku lat 90. wyborcy wstydzili się przyznać ankieterowi, że
chcą głosować np. na partię postkomunistyczną, ponieważ było to
źle widziane w mediach. Teraz jednak ludzie już nie boją się
ujawnić ankieterowi swoich sympatii politycznych" - uważa dr
Markowski.

KOMU MOŻNA WIERZYĆ

Podejrzenia, że ośrodki badania opinii publicznej umyślnie
fałszują wyniki badań w taki sposób, by były one korzystne dla
którejś partii czy kandydata, prof. Sułek uważa za absurdalne.

"Instytucja, której uda się podać wyniki najbliższe wyborczym
umacnia swą markę i pozycję na rynku.  Trudno sobie wyobrazić
powód, dla którego miałaby fałszować rezultaty badań" - uważa
profesor.

Wątpliwości w tej sprawie ma natomiast dr Markowski. "Poza uznaną
czołówką polskich ośrodków, takich jak PBS, OBOP CBOS lub Pentor,
istnieją także inne, których rzetelność i polityczna bezstronność
budzi poważne zastrzeżenia" - sądzi dr Markowski.

W jego opinii wyborcy, a zwłaszcza dziennikarze, powinni nauczyć
się czytać sondaże - uważnie śledzić, kto i na jakiej próbie robił
badania, a po wyborach porównać sondaże z wynikami. Jeśli bardzo
się one różnią, to znaczy, że dany ośrodek nie zasługuje na
zaufanie.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Łucyk

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2024