Pseudonaukowe produkty często zyskują pozór wiarygodności dzięki odpowiednio dobranemu językowi. Trudne terminy, odwołania do badań i naukowo brzmiące nazwy mogą sprawić, że zwykły produkt zaczyna wydawać się zaawansowaną terapią - wskazali uczestnicy debaty poświęconej dezinformacji zdrowotnej.
Prof. Wiesław Jędrzejczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił uwagę, że język jest jednym z podstawowych narzędzi wykorzystywanych w pseudonaukowym przekazie. Jako przykład podał wyrażenie „suplement diety”, które oznacza po prostu dodatek do pożywienia. Jak zauważył, przedstawienie go w tak prosty sposób brzmi jednak mało atrakcyjnie. Dlatego w pseudonaukowym przekazie chętnie wykorzystuje się określenia kojarzące się z medycyną, fizyką, chemią czy genetyką.
Podobnie działa „woda modyfikowana genetycznie”. - Nikt nie zastanawia się, że cząsteczka złożona z dwóch pierwiastków nie ma genomu. Jeśli coś brzmi wystarczająco naukowo, osoba, która nie weryfikuje usłyszanych informacji, może uznać taki produkt za wiarygodny - powiedział.
Zdaniem prof. Jędrzejczaka w ten sposób prawdziwe pojęcia i osiągnięcia nauki mogą zostać wykorzystane do nadania wiarygodności produktom lub praktykom, które nie mają naukowych podstaw. - Coś, co jest osiągnięciem nauki, za pomocą sprytnych zabiegów lingwistycznych jest przekuwane w produkt, który nie jest w stanie zrobić nic dobrego, a czasami może zrobić coś złego - mówił.
Na podobny mechanizm zwrócił uwagę Jakub Śliż ze Stowarzyszenia Pravda. Przypomniał, że pseudonaukowy przekaz nie musi opierać się na całkowicie zmyślonych informacjach. Może wykorzystywać prawdziwe pojęcia, a nawet wyniki badań czy publikacje naukowe, ale przedstawiać je tak, aby prowadziły odbiorcę do wniosków, których źródła w rzeczywistości nie uzasadniają.
Jego zdaniem jednym ze sposobów nadawania takim przekazom pozoru wiarygodności jest nagromadzenie elementów kojarzących się z nauką. - To jest wojna języka. Klasycznym schematem jest wykorzystywanie dużej liczby badań w próbie budowy wielkiego autorytetu, wykorzystywanie trudnych słów: woda alkaliczna, woda jonizowana, nanowoda. My naszą działalnością staramy się tego rodzaju język odszyfrować - powiedział.
Jak zauważyli eksperci, język może jednak działać także w odwrotną stronę. Pseudomedyczne treści często komplikują nazwy produktów lub procedur, ale jednocześnie upraszczają odpowiedzi na trudne pytania. Jak zauważył dziennikarz Mirosław Wlekły, autor reportaży opisujących działalność internetowych szarlatanów, osoby sprzedające pseudomedyczne terapie oferują jednoznaczne, stuprocentowo pewne odpowiedzi tam, gdzie medycyna mówi o prawdopodobieństwie, ograniczeniach dostępnych danych i różnych możliwych scenariuszach.
- Tłumaczenia naukowców zazwyczaj nie są dla nas zrozumiałe, bo nauka jest po prostu skomplikowana. Mało jest w niej odpowiedzi tak lub nie, odpowiedzi białych albo czarnych - podkreślił.
Zgodziła się z tym Monika Waczkowska-Kabaczyńska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Jak mówiła, dezinformacja operuje językiem emocji, a nauka - faktów. - Komunikat „dowody naukowe nie potwierdzają skuteczności terapii” jest zawsze mniej atrakcyjny niż historia osoby przekonującej, że lekarze się poddali, a alternatywna terapia pomogła. W takim zestawieniu nie mamy szans - stwierdziła.
Dodatkową trudnością w jej opinii jest to, że język nauki zmienia się wraz z rozwojem wiedzy, a dezinformatorzy wykorzystują te zmiany do podważania wiarygodności ekspertów. Jak wyjaśniła, to, co kilka lat wcześniej było zgodne z ówczesnym stanem wiedzy, dziś może wymagać korekty, bo pojawiły się nowe badania. W nauce jest to naturalne, ale w oczach odbiorcy może wyglądać jak sprzeczność: wcześniej eksperci mówili jedno, a teraz mówią co innego.
Waczkowska-Kabaczyńska zwróciła też uwagę, że instytucje zajmujące się zdrowiem publicznym i dezinformacją mogą same - poprzez specyficzny, skomplikowany język - utrudniać sobie dotarcie do odbiorców.
- Jeżeli administracja będzie się chowała za takim bardzo trudnym językiem, to nie zbudujemy zaufania - mówiła.
Dlatego, jak dodała, niektóre instytucje, w tym GIS, zaczynają szkolić urzędników, jak odchodzić od formalnych i mało zrozumiałych sposobów mówienia do obywateli. Przyznała, że nawyk mówienia „ex cathedra”, „w trzeciej osobie” i z pozycji „ja urząd” bardzo trudno wykorzenić.
Nauka w Polsce, Katarzyna Czechowicz
kap/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.