Bolączką nauk społecznych jest to, że przy całej skomplikowanej rzeczywistości badawczej – obejmującej różne typy badań, jak sondaże czy wywiady – łatwiej tu zamaskować bylejakość i brak kompetencji – powiedział PAP prof. Adam Gendźwiłł z Uniwersytetu Warszawskiego.
Temat metodologii badań społecznych zainteresował opinię publiczną w związku z raportem „Polaków portret własny”, autorstwa dr hab. Barbary Mróz-Gorgoń, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i prezeski Fundacji Marka Polska Think Tank, od 29 lipca do 21 sierpnia br. pełnomocniczki rządu ds. promocji Polski. Dokument ten wywołał falę krytyki, wzbudzając zastrzeżenia z powodu błędów i widocznych oznak wykorzystania AI.
W tym kontekście o wyjaśnienie specyfiki metod badań społecznych PAP poprosiła socjologa i politologa prof. Adama Gendźwiłła z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Naukowiec podkreślił, że w badaniach empirycznych w naukach społecznych większość zdobytej wiedzy wynika z jakiejś formy rozmowy z innymi ludźmi - czy to rozmowy w postaci wywiadu pogłębionego, tak jak w badaniach jakościowych, czy z jakiejś formy sondażu, w którym respondenci odpowiadają na zamknięte pytania.
- W naukach społecznych część naszej wiedzy pochodzi z analizy danych. To może być analiza ilościowa, czyli taka, w której wykorzystujemy zaawansowane metody matematyczne do wyciągania wniosków z dużych zbiorów danych. Do tego potrzeba pewnego know-how, którego nie da się łatwo obejść. Schematy analizy są bardziej standardowe, więc łatwiej zidentyfikować, czy zostały poprawnie zastosowane albo zreplikować analizy, żeby potwierdzić wnioski. Nieco inaczej jest w badaniach jakościowych, gdzie mam poczucie, że łatwiej zamaskować bylejakość i gdzie nawet osoba ze słabymi kompetencjami może pozorować naukowe działanie, np. cytując fragment czyjejś wypowiedzi, traktując jako ilustrację do swoich tez i przedstawiając to jako wynik rzeczywistych badań naukowych – mówił naukowiec.
Jednocześnie prof. Gendźwiłł zdementował, jakoby badania jakościowe w naukach społecznych polegały na kilku rozmowach z przypadkowymi respondentami.
- Metody jakościowe opierają się na głębszym zrozumieniu narracji: tego, co ludzie mówią albo piszą, w jaki sposób konstruują swoje myśli, swoje argumenty, w jaki sposób opowiadają o swoich doświadczeniach, o swoim życiu, o relacjach z innymi. Prawie zawsze opierają się o jakąś teorię – wyjaśniał.
Swoje materiały – np. w postaci transkrypcji wywiadów, nagrań wypowiedzi, pamiętników czy listów – badacze analizują, wyszukując pewnych powtarzalnych wzorców. – Po takim pracochłonnym zakodowaniu, czyli przypisaniu odpowiednich tagów do danych fragmentów wypowiedzi, badacze zaczynają widzieć pewne podobieństwa, następstwa czasowe czy procesy – i dopiero potem to opisują. Nie jest to więc proces, który można sprowadzić do przesłuchania dwóch godzin nagrania i zapisania z tego jednej strony streszczenia – mówił.
Naukowiec podał, że w przypadku badań jakościowych nie ma z góry określonej minimalnej liczby respondentów, aby badanie było uważane za wiarygodne i miarodajne.
– Liczebność nie jest głównym kryterium jakości żadnych badań, chociaż często jest używana, aby przyćmić inne niespełnione kryteria. W badaniach jakościowych liczba respondentów zależy od kontekstu – tego, co jest badane, co to jest za grupa, jak jest zróżnicowana. Szczególną uwagę zwraca się na tę ostatnią cechę. Ważne jest, żeby każdy kolejny realizowany wywiad indywidualny czy grupowy przynosił jakiś nowy rodzaj narracji, argumentacji na jakiś temat. Badacze mówią czasem o tzw. nasyceniu teoretycznym, czyli momencie, od którego każda kolejna osoba nie wnosi już nowego materiału do budowy teorii, do zrozumienia jakiegoś fragmentu rzeczywistości społecznej – opowiadał.
Prof. Gendźwiłł dodał, że dobre badania jakościowe nie powstają bez odpowiedniego planu i wysiłku. – Bardzo często badania jakościowe wymagają długotrwałej pracy w terenie, aby dotrzeć do osób ze specyficznej populacji czy grupy, np. mniejszości etnicznej czy osób w kryzysie bezdomności, oraz zdobyć ich zaufanie. Często te badania są pionierskie, docierają do doświadczeń grup, które giną gdzieś w tłumie, pozwalają głębiej zrozumieć ludzkie motywacje, postrzeganie innych, stereotypy. To nie jest tak, jak w robionych często w pośpiechu badaniach marketingowych, kiedy pyta się konsumentów, jak smakuje im serek homogenizowany – mówił.
Z kolei dopytywany o interpretację wyników badań jakościowych, prof. Gendźwiłł wyjaśnił, że dobre analizy mają zakorzenienie teoretyczne i są efektem otwartości umysłu badaczy.
- Najczęstszą zmorą w przypadku badań jakościowych jest w ogóle brak interpretacji zgromadzonego materiału albo interpretacja powierzchowna; można powiedzieć – takie streszczanie wypowiedzi osób badanych, co przecież z dużym powodzeniem potrafią już dziś zrobić modele językowe. Błędem interpretacyjnym jest też pomijanie niektórych wątków wypowiedzi albo poszukiwanie w zgromadzonym materiale wyłącznie potwierdzenia wcześniej przyjętych tez. To zresztą ryzyko we wszystkich dyscyplinach nauki, gdzie prowadzone są badania empiryczne – podkreślał prof. Gendźwiłł.
Z kolei druga podstawowa grupa metod badań społecznych – badania sondażowe – opiera się na wykorzystaniu statystyki, aby na podstawie odpowiedzi grupy respondentów pokazać np. poglądy czy preferencje całego społeczeństwa w danej sprawie.
Przybliżając założenia tej metody prof. Gendźwiłł również podkreślił, że to nie liczebność próby respondentów jest najważniejszym warunkiem, ale jej reprezentatywność, wynikająca z doboru losowego respondentów. Stosowanie statystyki wymaga, by był on w jak największym stopniu kierowany czystym przypadkiem, a nie dostępnością badanych.
– Jeżeli miałbym do wyboru próbę 500-600 osób, która byłaby rzeczywiście losowa, np. wylosowana z bazy danych PESEL albo spisu wszystkich adresów w kraju, z małym odsetkiem odmów odpowiedzi, i drugą próbę 2000 osób, która byłaby większa, ale nie zachowywałaby losowości – to bardziej wiarygodna byłaby ta pierwsza. Dlatego w badaniach sondażowych nie patrzmy wyłącznie na liczebność. Oczywiście, im więcej mamy respondentów, tym dokładniejsze są nasze oszacowania, ale dopiero spojrzenie na reprezentatywność próby, czyli jak dobrze ona odzwierciedla różne kategorie społeczno-demograficzne, daje nam przekonanie, że to jest badanie rzetelne – mówił.
Badacz podkreślił też, że nauki społeczne – w przeciwieństwie np. do nauk przyrodniczych – nieustannie muszą adaptować swoje narzędzia pomiarowe do zmian społecznych czy technologicznych. Jak mówił, jedną z takich rozwijających się metod są badania zachowań w świecie wirtualnym, polegające na obserwacji śladów cyfrowych aktywności – na przykład na stronach internetowych czy w mediach społecznościowych.
- Jako odbiorcy czasem widzimy tylko wierzchołek góry lodowej, np. w postaci opublikowanych słupków sondażowych poparcia partii czy fragmentów raportów o czyimś wizerunku, tymczasem rzeczywistość badawcza jest bardziej skomplikowana – podkreślił prof. Gendźwiłł.
Na koniec PAP zapytała też, na co zwracać uwagę, kiedy widzi się jakieś sondaże czy raporty.
– Przede wszystkim z dużą ostrożnością podchodźmy do raportów, które są wydawane przez instytucje nieuznawane za naukowe, nie mające renomy. Badania naukowe powinny być recenzowane, szczegółowo opisane – tak, żeby można było odtworzyć krok po kroku, co zrobili badacze. Uważajmy też na raporty zamawiane komercyjnie, ponieważ często przedstawiają pewien wybrany punkt widzenia jakieś grupy interesu i tylko dają złudzenie obiektywnego badania – zalecił naukowiec. (PAP)
Nauka w Polsce, Agnieszka Kliks-Pudlik
akp/ bar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.