Morze nie nagrzewa się tak szybko jak powietrze, ale długo trzyma ciepło. Dlatego zmiany temperatury wody nie są tylko ciekawostką. To problem, który może wpływać na sinice, ryby, turystykę i to, jak będzie wyglądać polskie wybrzeże pod koniec tego wieku.
Gdy mowa o zmianie klimatu, najczęściej myślimy o temperaturze powietrza. Tymczasem zachodzi też inna, mniej widowiskowa, ale bardzo ważna zmiana. Ociepla się woda. I właśnie dlatego naukowcy uznali, że warto przyjrzeć się Bałtykowi. A przy tym jest to czuły wskaźnik tego, co dzieje się z klimatem.
W pracy opublikowanej w czasopiśmie naukowym Forecasting naukowcy starają się przewidzieć, jak ciepła będzie woda przy południowych wybrzeżach Bałtyku pod koniec XXI wieku.
Badacze z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu we współpracy z kolegami z Maroka i Tajlandii użyli metody o nazwie air2water. Ta nazwa dobrze oddaje jej sens: model próbuje przełożyć temperaturę powietrza na temperaturę wody. Jeśli przez długi czas rośnie temperatura powietrza, woda także zaczyna się nagrzewać, zwłaszcza w płytkich wodach przybrzeżnych. Nie widać tego na co dzień, bo morze ma większą bezwładność cieplną niż powietrze, czyli wolniej reaguje na zmiany temperatury. Ale w dłuższej perspektywie ten związek jest wyraźny. Badacze pokazali, że taki model potrafi całkiem dobrze odtwarzać rzeczywiste pomiary temperatury wody.
Do analizy wykorzystano dane z czterech miejscowości na polskim wybrzeżu: Helu, Kołobrzegu, Łeby i Władysławowa. Naukowcy zestawili dane historyczne z prognozami klimatycznymi i sprawdzili dwa scenariusze przyszłości. Pierwszy zakłada umiarkowany wzrost emisji i łagodniejszą ścieżkę zmian, drugi - znacznie większe emisje i mocniejsze ocieplenie.
Okazuje się, że temperatura wody przy polskim wybrzeżu Bałtyku będzie stale rosła do końca wieku. W łagodniejszym scenariuszu średnie tempo wzrostu wynosi około 0,15 stopnia Celsjusza na dekadę, a w scenariuszu gorszym około 0,33 stopnia na dekadę. To może brzmieć niewinnie, bo jedna trzecia stopnia w ciągu dziesięciu lat nie robi wielkiego wrażenia. Gdy jednak taki proces trwa przez wiele dekad, zmiana staje się znacząca. Badacze piszą wprost, że do końca wieku w analizowanym obszarze woda może być cieplejsza nawet o około 2,5 stopnia. Jak na morze to bardzo dużo.
Cieplejsza woda oznacza mniej tlenu rozpuszczonego w morzu. To zła wiadomość dla wielu organizmów. Wzrost temperatury sprzyja też zakwitom glonów i sinic, z którymi Bałtyk już dziś ma problem. Badacze podkreślają, że wzrost temperatury może nasilać presję na ekosystem, który już teraz jest obciążony dopływem zanieczyszczeń i nadmiarem substancji odżywczych, czyli tego, co napędza przeżyźnienie wód.
Bałtyk to akwen dość płytki, częściowo zamknięty i mocno zależny od tego, co dzieje się na lądzie. W dodatku kraje wokół niego są gęsto zaludnione i intensywnie z niego korzystają. Dlatego każda zmiana temperatury może mieć tu szczególnie duże znaczenie. Morze reaguje nie tylko na globalne ocieplenie, ale też na lokalne warunki, dopływ rzek, zasolenie i ograniczoną wymianę wód z Morzem Północnym. To sprawia, że Bałtyk jest trochę jak delikatny układ nerwowy: szybko pokazuje, każdy problem pojawiający się w ekosystemie. (PAP)
Nauka w Polsce
kmp/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.