Nauka dla Społeczeństwa

04.02.2023
PL EN
09.12.2022 aktualizacja 09.12.2022

"Światło i płomień", czyli odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej. Nowa książka prof. Richarda Butterwicka

Mimo upływu czasu Polacy nadal nie uporali się z syndromem rozbiorów. Wciąż oceniają dawną Rzeczpospolitą przez rozbiorowy pryzmat - powiedział PAP historyk prof. Richard Butterwick, autor książki "Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795)". Tytuł wkrótce trafi do księgarń.

Swoją najnowszą książkę prof. Butterwick poświęcił ostatnim dekadom Rzeczypospolitej. Jak sam zaznaczył w rozmowie z PAP, "stan badań nad tym okresem w historii Polski jest bogaty". W jego ocenie "obiegowy obraz Rzeczypospolitej tamtego czasu zarówno w Polsce, jak i za granicą opiera się jednak na frazesach o anarchii, ucisku czy zacofaniu szlachty". Historyk zwrócił ponadto uwagę na to, że "w publicystyce często pojawiają się również ideologiczne spory w języku kontrastów między oświeceniem a sarmatyzmem, czyli między Europą a narodem, między Warszawą a prowincjami, między peruką a wąsami". W tej sytuacji – zdaniem prof. Butterwicka – warto na ostatnie lata istnienia Rzeczypospolitej spojrzeć "całościowo oraz uwzględnić całe bogactwo nowszych badań, nie tylko polskich uczonych, ale też z innych krajów, m.in. z Litwy, aby przedstawić potencjał tamtej wspólnoty".

W ocenie historyka "mimo upływu czasu Polacy nadal nie uporali się z syndromem rozbiorów". "Wciąż oceniają dawną Rzeczpospolitą przez rozbiorowy pryzmat. Czasem przesadnie krytykują Rzeczpospolitą, lecz czasem ją idealizują w reakcji na krytykę lub ignorancję, tym samym tracąc z oczu właściwą jej kondycję, szczególnie w ostatnich jej latach istnienia" - wyjaśnił. "W swojej książce chciałem pokazać, w jakim kierunku zmierzała Rzeczpospolita, jaka była trajektoria tego kierunku. Oczywiście to prowadzi do pewnego rodzaju gdybania, bo wskazuję na kierunek ku lepszemu XIX wiekowi niż ten, który faktycznie nastąpił w wyniku rozbiorów" – powiedział prof. Butterwick.

"Nie jest jednak łatwo stworzyć alternatywny scenariusz dziejów dyplomacji oraz wojen, w których Rzeczpospolita jakimś cudem przetrwałaby agresję rosyjską i pruską, a w pewnej mierze również austriacką. Niełatwo również stworzyć scenariusz, w którym hipotetycznie ocalała Rzeczpospolita w wyniku kongresu wiedeńskiego byłaby nieco okrojonym, ale jednak niepodległym i dobrze rządzonym państwem" – zaznaczył historyk. "Nie mam jednak wątpliwości, że gdyby polsko-litewskie elity miały taką szansę, to potrafiłyby sprawnie rządzić państwem w XIX w." – dodał.

Zdaniem autora książki warto także wyraźnie zaznaczyć, kto w sytuacji rozbiorów był faktycznym sprawcą, a kto ofiarą. "Sprawcami byli sąsiedni monarchowie, ponieważ szybko odnawiająca się Rzeczpospolita zagrażała coraz bardziej ich interesom – geopolitycznym, demograficznym i ideologicznym. Ostateczną decyzję o wszystkich trzech rozbiorach podjęła Katarzyna II, na co wyraźnie wskazuje rozwój badań polskich historyków w archiwach rosyjskich" - powiedział historyk. "Od połowy XVIII w. Rzeczpospolita wychodziła z długiego i głębokiego kryzysu – najpierw w gospodarce i kulturze, dopiero później w sądownictwie i polityce, cały czas nękana przez ingerencję ościennych mocarstw, zainteresowanych hamowaniem lub odwróceniem jej rozwoju. Nie piszę więc o +upadku+ Rzeczypospolitej, lecz o jej zniszczeniu" – podkreślił prof. Butterwick.

Punkt zwrotny na drodze Rzeczypospolitej do utraty suwerenności historyk wskazuje pod koniec wielkiej wojny północnej. "Nie jest to zatem osławiony Sejm Niemy w 1717 r., ale była to kulminacja pewnego procesu utracenia możliwości bycia podmiotem, a nie przedmiotem w europejskiej polityce" – wyjaśnił badacz. "W 1720 r. carowi Piotrowi I Wielkiemu udało się ponownie zamknąć polskiego króla Augusta II Mocnego w klatce za pomocą hetmanów oraz liberum veto. Od tego momentu powrót do podmiotowości Rzeczypospolitej w polityce stawał się coraz trudniejszy. Był możliwy tylko przez krótkie okresy, kiedy Imperium Rosyjskie było zajęte wojnami z innymi mocarstwami, szczególnie z Imperium Osmańskim" – wskazał prof. Butterwick w rozmowie z PAP.

Wyjaśnianie przyczyn każdego z trzech rozbiorów nie powinno przesłaniać potencjału, który w połowie XVIII w. – za panowania Augusta III Sasa – zaczął coraz bardziej dawać o sobie znać w społeczeństwie, narodzie, wspólnocie obywatelskiej. "Swoją kulminację osiągnął podczas Sejmu Wielkiego. Rzeczpospolita w roku po uchwaleniu Konstytucji 3 maja naprawdę miała dobre pespektywy" - wyjaśnił prof. Butterwick. "Ponownie, choć w nieco inny sposób, ten potencjał społeczeństwa ujawnił się w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej" – dodał. "Ten potencjał sprawił, że XIX w. zaborcy nie przekreślili całkowicie szans na przetrwanie, przebudowanie i rozwoju narodu polskiego, ale także innych narodów, które wchodziły w skład Rzeczypospolitej" – wskazał badacz.

W swojej pracy naukowej prof. Butterwick Sejm Wielki postrzega jako "polską rewolucję". "To określenie może wydawać się szokujące, ponieważ przywykliśmy traktować rewolucję jako bardzo gwałtowne wywrócenie porządku politycznego, społecznego, kulturowego, a do tego najczęściej z towarzyszącym rozlewem krwi. Mamy w pamięci rewolucję francuską czy dwie rewolucje rosyjskie. Warto jednak przypomnieć, że Hugo Kołłątaj mówił o nim jako o +łagodnej rewolucji+" – tłumaczył historyk. "Jeśli rewolucję rozumiemy jako szybką i znaczącą zmianę jakości polityki, to w czasie Sejmu Wielkiego mieliśmy waśnie do czynienia z bardzo znaczącą, silną i szybką zmianą, zarówno jeśli chodzi o instytucje państwowe, jak i pojęcie samego narodu polskiego" – powiedział. W rozmowie z PAP badacz zaznaczył, że koronnym dowodem dla określenia "polska rewolucja" jest to, że zagraniczni dyplomaci, którzy podczas obrad sejmu przebywali w Warszawie, pisali o tym wydarzeniu już jesienią 1788 r. właśnie jako o polskiej rewolucji.

Na kartach książki "Światło i płomień" osobą najczęściej występującą jest król Stanisław August Poniatowski. "Przypuszczam, że osobą, która występuje zaraz po nim, jest caryca Katarzyna II. W pewnym sensie mamy tragicznego bohatera oraz antybohaterkę" – podkreślił prof. Butterwick. Polskiego króla oraz carycę najpierw łączył związek osobisty, choć w swojej książce historyk nie skupiał na tym wątku aż nadto, uważając, że nie jest to biografia tych dwóch postaci, a kluczowym bohaterem książki jest jednak Rzeczpospolita. "Dla zrozumienia losów ostatnich chwil istnienia Rzeczpospolitej jest natomiast ważny ich polityczny związek, który cechuje pewien tragizm" – zaznaczył.

Tragizm Stanisława Augusta i Katarzyny polega na wzajemnym niezrozumieniu. "Katarzynie wydawało się, że Poniatowski będzie uległą marionetką, posłusznie wykonującą wszystkie jej zachcianki. Okazało się, że Poniatowski był jednak zdeterminowanym i wytrwałym reformatorem, który próbował działać przeciwko niej i przeciwko Rosji" – ocenił prof. Butterwick. W książce został zacytowany m.in. list carycy Katarzyny do Nikołaja Repnina, który jako gubernator ziem litewskich stał się w Grodnie strażnikiem króla, który został zmuszony do opuszczenia Warszawy w asyście uzbrojonej eskorty 7 stycznia 1795 r. "Liczne doświadczenia upewniły nas o tym, że władca ten był zawsze przeciwny naszym interesom, że nie było w Polsce żadnego wymierzonego przeciwko nam wydarzenia, na którego czele on by nie występował lub w którym nie miał udziału. Zarówno to, jak i dawna pańska znajomość jego charakteru winny nakazywać Panu wobec niego jak najdalej posuniętą ostrożność" – pisała caryca. "Ten list możemy uznać za jedno z najlepszych świadectw, jakie kiedykolwiek wystawiono Stanisławowi Augustowi, i to jeszcze przez kobietę, która się srodze na nim zawiodła, myśląc, że polski król będzie posłusznym wykonawcą jej woli" – powiedział PAP prof. Butterwick.

Historyk ocenił, że jeszcze gorszym złudzeniem było to, jakim Poniatowski kierował się stosunkiem względem Katarzyny. "Kiedy zrozumiał, że ona go jednak nie kocha, wciąż myślał, że skoro ona jest oświeconą reformatorką swojego imperium, to będzie wspierać także oświeconą reformę Rzeczypospolitej. Stanisław August miał nadzieję na polsko-rosyjski sojusz, aczkolwiek bardzo nierówny, który będzie w interesie jednego i drugiego państwa" – wskazał prof. Butterwick. Ta koncepcja nie była jednak pozbawiona sensu. "Poniatowski po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, że caryca mogła zaakceptować tylko i wyłącznie bezwzględną posłuszność. W imperialnym interesie – który być może postrzegała nawet ostrzej niż inni rosyjscy politycy – nie można było dopuścić do istotnego wzmocnienia Rzeczypospolitej. W razie potrzeby caryca nie miałaby żadnych skrupułów, aby nie tylko ośmieszyć, skorumpować oraz osłabić Rzeczpospolitą – co zresztą było dotychczasową polityką Rosji wobec Polski – ale ostatecznie ją zniszczyć" – powiedział badacz.

Poniatowski aż do 1792 r. nie stracił złudzeń, że Katarzyna przychyla się ku jego koncepcji, w której Polska może być użytecznym, choć drugorzędnym sojusznikiem u boku Rosji. "To niezrozumienie postawy Katarzyny przyniosło Polsce straszne konsekwencje. Poniatowski był co prawda nieraz w stanie utargować u carycy drobne ulepszenia Rzeczypospolitej w okresach względnego spokoju po I rozbiorze, miał również wybór wkroczyć na drogę konfrontacji z Rosją, co zdawał się zrobić podczas Sejmu Czteroletniego. W końcu jednak skapitulował w lipcu 1792 r." – zwrócił uwagę historyk. Jak zaznaczył, moment kapitulacji był bardzo zły. "Ulegając szantażowi imperatorowej, starając się przeto uratować Rzeczpospolitą od całkowitej zagłady, upuścił z rąk jedyne karty, które jeszcze mu pozostały, w postaci bitnego i ochoczego wojska i poparcia opinii publicznej. Faktyczne skutki jego kapitulacji okazały się opłakane" – dodał historyk.

"Trzeba jednak pamiętać, że to nie król pomógł Rosji dokonać agresji na Rzeczpospolitą, lecz garstka niewątpliwych zdrajców. W Koronie Polskiej przewodzili im Szczęsny Potocki, Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski, a w Wielkim Księstwie Litewskim – bracia Szymon i Józef Kossakowski. Targowiczanie i ich odpowiednicy na Litwie mieli znikome poparcie w narodzie. Wojna 1792 r. nie była – jak utrzymywała rosyjska propaganda – wojną domową między Polakami, w której caryca wspierała +zdrowszą część narodu+, lecz regularną wojną między Imperium Rosyjskim a Rzecząpospolitą. Wiadomo, kto napadł i kto się bronił" - podsumował prof. Butterwick.

Książka "Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795)" ukazuje się nakładem Wydawnictwa Literackiego. (PAP)

Autorka: Anna Kruszyńska

akr/ skp/
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2023