Psy wykrywające narkotyki, analiza plam krwi oraz przypisywanie pocisków do konkretnej broni to metody mniej wiarygodne, niż zakładają sądy. Przegląd badań wykazał, że np. różni eksperci różnie interpretują te same ślady krwi, a w przypadku narkotyków nawet 75 proc. wskazań psów jest błędnych.
Prof. Sara Gordon z wydziału prawa Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej (Kanada) przyjrzała się badaniom nad trzema technikami powszechnie wykorzystywanymi w śledztwach policyjnych oraz temu, jak kanadyjskie sądy traktują uzyskane dzięki nim dowody.
Jej zdaniem samo to, że dana metoda jest stosowana od wielu lat, nie wystarcza, by uznać ją za wiarygodną. Sądy jednak nie zawsze uwzględniają wyniki badań wskazujących na ograniczenia takich technik, w efekcie czego mogą przypisywać niektórym dowodom zbyt dużą wagę.
Jedno z analizowanych przez naukowczynię zagadnień dotyczyło psów szkolonych do wykrywania narkotyków. Kanadyjski Sąd Najwyższy uzasadnia ich wykorzystywanie m.in. wysoką trafnością wskazań i niewielką ingerencją w prywatność przeszukiwanych osób. Badania podważają jednak te założenia.
W jednym z nich obliczono, że w niemal 75 proc. przypadków wskazania psów policyjnych nie kończyły się znalezieniem narkotyków. Autorka zaznaczyła, że nie oznacza to automatycznie, iż każde takie wskazanie jest błędem — pies może bowiem wyczuć zapach pozostały po substancji, której już w danym miejscu nie ma. Z punktu widzenia śledztwa istotne jest jednak to, że jego reakcja nie musi oznaczać obecności narkotyków.
Na wskazania zwierząt mogą poza tym wpływać różne czynniki zewnętrzne: niedostateczne wyszkolenie, inne zapachy oraz zachowanie przewodnika. Funkcjonariusz, który podejrzewa konkretną osobę, może nieświadomie zwolnić przy niej kroku lub zachować się inaczej, dając psu sygnał do reakcji.
Prof. Gordon zwróciła też uwagę, że obecnie przeszukania z udziałem psów podlegają łagodniejszym wymogom prawnym niż inne przeszukania bez nakazu. W jej opinii dowody naukowe nie uzasadniają takiego podejścia. Badaczka postuluje, by to zmienić, a także wprowadzić jaśniejsze zasady szkolenia i certyfikowania zwierząt oraz regularne sprawdzanie ich skuteczności.
Drugim obszarem, któremu się przyjrzała, było porównywanie śladów na pociskach i łuskach, służące ustaleniu, czy pochodzą z konkretnego egzemplarza broni. Kanadyjskie sądy od 100 lat dopuszczają tego rodzaju dowody.
Według Gordon dostępne badania nie uzasadniają jednak pewności, z jaką biegli często przedstawiają swoje wnioski. Np. w testach praktycznych eksperci błędnie identyfikowali pociski w 37 proc. przypadków.
Wiele sprawdzonych przez nią badań miało także istotne słabości metodologiczne, które mogą prowadzić do zaniżania częstości błędów.
Trzecia analiza dotyczyła interpretowania śladów krwi pozostawionych na miejscu zajścia. Na podstawie kształtu, wielkości i rozmieszczenia plam eksperci próbują odtworzyć przebieg wydarzenia, które doprowadziło do ich powstania. Sądy od dawna traktują tę metodę jako opartą na naukach fizycznych.
Tymczasem, jak ustaliła prof. Gordon, dziedzina ta wyrosła z prac chemika, który prowadził eksperymenty we własnej piwnicy i na ich podstawie pomógł założyć specjalistyczne czasopismo oraz opracować pierwsze podręczniki. Dzięki temu analiza śladów krwi zaczęła uchodzić za metodę naukową, choć jej wiarygodność nie miała wystarczającego potwierdzenia w rzetelnych badaniach.
Przegląd wykazał również, że osoby analizujące dla sądów ślady krwi i odwołujące się do mechaniki płynów często nie mają formalnego wykształcenia z fizyki.
Jednocześnie przywołane przez Gordon badania ujawniły liczne problemy z trafnością i zgodnością ocen. W jednym z nich analitycy prawidłowo klasyfikowali ślady krwi w ok. 70 proc. przypadków na sztywnych powierzchniach i w 62 proc. przypadków na tkaninach. W innym różni eksperci często dochodzili do odmiennych wniosków na podstawie tych samych śladów. Kolejne badania wskazywały, że na ocenę mogły wpływać informacje przekazane analitykom o sprawie lub miejscu przestępstwa.
Zdaniem autorki sądy powinny więc dokładniej sprawdzać podstawy naukowe przedstawianych opinii. Ocena musi dotyczyć konkretnego wniosku biegłego, ponieważ poszczególne twierdzenia formułowane w ramach tej samej dziedziny mogą mieć różne oparcie w badaniach.
Ekspertka apeluje również o lepsze przygotowanie sędziów i prawników do oceny dowodów naukowych. Eksperci powinni jasno przedstawiać ograniczenia swoich metod i wypowiadać się jedynie z taką pewnością, na jaką pozwalają wyniki badań.
Więcej o badaniu można przeczytać na stronie internetowej.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
kap/ agt/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.