Ekspert PIAP Space: manewry satelity Kosmos-2612 musiały być precyzyjnie zaplanowane i wykonane

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Zbliżenie rosyjskiego satelity Kosmos-2612 do ICEYE-X36 musiało być precyzyjnie zaplanowane i wykonane. Rosjanie chcieli głównie pokazać, że mają potencjał, by zakłócić pracę lub uszkodzić innego satelitę. Krajom zachodnim trudno jest na to odpowiedzieć - powiedział PAP Paweł Paśko z PIAP Space.

Jak wynika z raportów m.in. LeoLabs, firmy monitorującej przestrzeń kosmiczną, rosyjski satelita wojskowy Kosmos-2612 w ostatnich dniach przez kilka dni manewrował wokół satelity ICEYE-X36, przesuwając się na przemian przed nim i za nim, aż zbliżył się na odległość ok. 500 metrów.

Satelity takie jak X36 bardzo dobrze sprawdzają się w naszych szerokościach geograficznych, bo nie są wrażliwe na pogodę. Wyposażone w radar z syntetyczną aperturą (SAR), mogą wykonywać zdjęcia przez chmury i w nocy. Wystrzelony w marcu 2024 r. ICEYE-X36 jest zarejestrowany jako maszyna amerykańskiego oddziału polsko-fińskiej spółki, ICEYE US. Od 2022 r. z danych ICEYE korzysta Ukraina.

- To pierwszy raz, kiedy na niskiej orbicie okołoziemskiej, na tak małą odległość wykonano nieautoryzowane, nieuzgodnione wcześniej podejście do drugiego obiektu – powiedział PAP Paweł Paśko z PIAP Space, szef programu RAVEN, komentując rosyjskie manewry wokół X36. - Takie manewry najczęściej wykonuje się w uzgodnieniu obu stron. Rutynowo np. do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, np. przy dokowaniu statków cargo.

Nieautoryzowane podejścia wprawdzie już się zdarzały, ale do tej pory miało to miejsce głównie na tzw. orbicie geostacjonarnej, czyli wyższej orbicie okołoziemskiej. Tam, jak wytłumaczył ekspert PIAP Space, przeprowadzenie takiego manewru jest prostsze, bo wszystkie satelity znajdują się na jednej płaszczyźnie - ustawieniu na orbicie. Nie muszą tego ustawienia korygować, żeby podlecieć do innego obiektu.

- Zmiany płaszczyzny są najbardziej energochłonne, zużywa się na nie najwięcej paliwa. W wypadku satelity Kosmos-2612 moment dostosowywania, korygowania płaszczyzny miał miejsce w dużej mierze już w maju – opisał rozmówca PAP.

Nie wiadomo dokładnie, jak działa rosyjski satelita, czy ma pewną autonomię, jakie sensory ma na pokładzie. Eksperci nie są więc w stanie określić, jak dokładnie przebiegała operacja jego zbliżenia do X36. Zdaniem Pawła Paśko takie podejście na pewno wymagało od Rosjan bardzo dobrych przygotowań, wyliczeń, symulacji, koordynacji operacji.

- Nie ma wątpliwości, że to musiało być bardzo precyzyjnie zaplanowane, jak również wykonane. Tutaj nie ma żadnego przypadku. Rosjanie nie mogą powiedzieć, że zrobili tylko manewr przypadkowego szybkiego przelotu w niewielkiej odległości od satelity – podkreślił Paweł Paśko.

Jak wskazał, zdolność bliskiego podejścia do innego obiektu w kosmosie otwiera szereg możliwości.

- Ponieważ satelita rosyjski krążył w pewnym sensie dookoła X36, najprawdopodobniej po prostu obserwował ICEYE-X36. Jednak mając satelitę, który potrafi podejść do innego, można wyposażyć go w ładunki przechwytujące sygnał radiowy albo zakłócające ten sygnał, czy nawet w takie, które mogą fizycznie uszkodzić tego drugiego satelitę. Tutaj najprawdopodobniej nie doszło do fizycznego uszkodzenia, przynajmniej nic na ten temat nie wiemy. Moim zdaniem Rosjanom głównie chodziło o pokazanie, że mają zdolność bliskiego podejścia i że mogą potencjalnie zakłócić pracę lub uszkodzić innego satelitę. Stawiają w ten sposób kraje zachodnie w trudnej sytuacji, bo nam jest ciężko na to odpowiedzieć – przyznał ekspert PIAP Space.

Przy pomocy sensorów radarowych, optycznych na ziemi kraje europejskie mogą śledzić satelity krążące na orbitach, wykryć nietypowe manewry, stwierdzić, że dany satelita znalazł się w pobliżu innego obiektu.

- Nie jesteśmy jednak w stanie stwierdzić, jakie możliwości ten obcy satelita ma, bo to wymagałoby już odpowiedzi symetrycznej względem tego, co zrobili Rosjanie. Trzeba by w ten sam sposób podlecieć do rosyjskiego satelity, również go obfotografować i na podstawie tych zobrazowań stwierdzić, jakie są jego możliwości – zaznaczył Paweł Paśko.

Takie możliwości stworzy np. program Raven, który powstaje w PIAP Space. W jego ramach rozwijane są technologie umożliwiające bliskie podejście do innego obiektu w przestrzeni kosmicznej. Otwiera to szereg możliwości państwu polskiemu i sojusznikom.  

- W momencie, gdy będziemy mieli zdolność do bliskiego podejścia do innych satelitów, to dostarczymy narzędzia do reagowania na zagrożenia bezpośrednio na orbicie. Kiedy stwierdzimy, że jeden satelita, znajdzie się na tej samej płaszczyźnie co inny, to już jest mocne wskazanie, że planuje jakieś manewry wobec niego. To jest dobry moment, żeby wysłać takiego satelitę, jak Raven, w pobliże rosyjskiego czy innego zagrażającego satelity i sprawdzić jego intencje. Z drugiej strony, gdy znajdziemy się w pobliżu naszego satelity, to znacząco utrudnimy też możliwość podejścia temu drogiemu obiektowi – opisał ekspert PIAP Space.

Na przełomie roku planowane jest rozpoczęcie drugiej fazy projektu Raven, czyli budowa satelity. Planowane wyniesienie na orbitę to 2029 rok.

W Europie, jak mówi ekspert PIAP Space, na razie nie ma możliwości przeciwdziałania tego typu incydentom, poprzez wynoszenie satelitów, a same technologie bliskiego podejścia do innego satelity były w ramach państw Starego Kontynentu testowane tylko dwukrotnie. - Prace nad podobnymi rozwiązaniami trwają na pewno bardzo intensywnie we Francji, ale również we Włoszech i w Niemczech – wyjaśnił Paweł Paśko.

Jak przyznał, prawnie ta kwestia jest w zasadzie nieuregulowana. Istnieje konwencja ONZ na temat wykorzystywania przestrzeni kosmicznej, ale ona wprost nie zakazuje podlatywania do innych obiektów. Zakazuje jedynie zakłócania ich pracy.

- Czyli to, co zrobili Rosjanie, de facto mieści się w ramach dopuszczalnego prawa. Nie można wyciągnąć od nich konsekwencji prawnych w tym momencie. Do tej pory reakcje na tego typu zdarzenia były dyplomatyczne, to znaczy np. zgłaszano protesty na forum międzynarodowym. Tak było parę lat temu, gdy rosyjski satelita podlatywał do francusko-niemieckiego satelity telekomunikacyjnego. Wtedy się skończyło na działaniach dyplomatycznych. Prawo nie daje w tym momencie innych narzędzi – podkreślił rozmówca PAP.

Jego zdaniem ostatnie wydarzenia przyśpieszą pracę nad narzędziami na wzór procedur istniejących obecnie w wojsku w wypadku naruszenia przestrzeni powietrznej czy wód terytorialnych. - My w PIAP Space też te kwestie prawne i proceduralne analizujemy. Chcemy wykonywać tego typu operacje, co prawda autoryzowane i do zastosowań cywilnych, natomiast wciąż też tego problemu dotykamy, ponieważ technologie, które opracowujemy dają też państwu polskiemu narzędzia do reagowania na zagrożenia wobec satelitów bezpośrednio na orbicie - dodał.

Ewelina Krajczyńska-Wujec (PAP)

ekr/ zan/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Pobudzany światłem niebieskim kryształ fluorku litu z zarejestrowanymi śladami cząstek jonizujących podczas obserwacji pod mikroskopem fluorescencyjnym. (Źródło: IFJ PAN)

    Polskie detektory zarejestrowały promieniowanie kosmiczne wokół Księżyca

  • Fot. Adobe Stock

    Jak odepchnąć planetoidę? Radar z polskimi antenami pomoże zrozumieć kosmiczny test

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera