„To nie nasza wojna” to zmanipulowany zwrot, obecny w polskim internecie już od czasu rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 r. – powiedział PAP prof. Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z SWPS. Jak wynika z analizy Monitoringu Mediów PAP, hasło powraca po kolejnych incydentach związanych z wojną w Ukrainie.
W 2015 r. prof. Tomasz Grzyb wraz z zespołem badał ruch w sieci, w tym wiadomości i komentarze po nielegalnej aneksji Krymu i Sewastopola przez Rosję, dokonanej z udziałem tzw. zielonych ludzików, czyli żołnierzy bez dystynkcji. Jak zaznaczył, już wtedy analizy wykazały stosowanie mechanizmów dezinformacji i wojny informacyjnej. – Jedna z narracji wówczas obecna w polskim internecie opierała się na stwierdzeniach „to nie nasza wojna”, „to nie nasze sprawy”, „to nie nasze interesy” – powiedział prof. Grzyb.
Z kolei analiza przeprowadzona przez Zespół Monitoringu Mediów PAP w okresie od lipca do połowy września ujawniła, że wzrost aktywności frazy „to nie nasza wojna” m.in. na Facebooku, gwałtownie rośnie za każdym razem, gdy dochodzi do incydentów związanych z bezpieczeństwem, takich jak upadek drona na Lubelszczyźnie, ataki w pobliżu polskiej granicy czy ogłoszenie alarmów powietrznych w pasie przygranicznym.
- To niezwykle chwytliwy sposób myślenia o tym konflikcie, bo on z jednej strony daje tym, którzy słyszą takie słowa, poczucie bezpieczeństwa, no bo skoro to nie jest nasza wojna, to nic nam nie grozi. Ale z drugiej strony daje poczucie moralnego usprawiedliwienia, bo jeśli to nie jest nasza wojna, to właściwie dlaczego mielibyśmy się w nią mieszać. Niestety mam wrażenie, że to, co zaczęło się już wtedy (po nielegalnej aneksji Krymu), czyli bardzo poważne starania rosyjskiej i białoruskiej propagandy, by Polacy w to uwierzyli, w niektórych środowiskach zaczyna dziś przynosić efekty – podkreślił psycholog.
Rozmówca PAP przyznał, że hasło „to nie jest nasza wojna” stanowi manipulację, mimo że ściśle rzecz biorąc, bezpośrednio nas ona jeszcze nie dotyczy.
- Polska nie jest formalnie w stanie wojny z nikim, nikt też wojny nie wypowiedział nam. Jeśli jednak spojrzymy na to przez pryzmat interesów państwowych, nie ma wątpliwości, po której stronie musimy stać. Nie mam wątpliwości, że coraz więcej Polaków zaczyna to rozumieć, że w naszym głębokim interesie jest to, by ta wojna zatrzymała się w Ukrainie i nie rozlała się, także w wymiarze taktycznym, na teren Polski – stwierdził.
- Bardzo trafne podejście do tej wojny zauważyłem jakiś czas temu w Czechach. Byłem akurat w Pradze i moją uwagę przykuł plakat „Wspierajmy Ukraińców, bo dzisiaj walczą za nas”. Ta wojna ma taki charakter, że czysto teoretycznie mogłaby dotknąć również Polskę, ale póki co, dzięki determinacji Ukrainy, pozostaje tylko na jej terenie – dodał.
Zdaniem psychologa mechanizm manipulacji frazą „to nie jest nasza wojna” polega na przekształcaniu naszego lęku w niechęć do pomocy Ukraińcom, a nawet do nienawiści wobec nich. – Z dużą dozą pewności mogę stwierdzić, że Rosja i Białoruś zorientowały się, że zrobienie z Polaków miłośników Rosji jest zadaniem niezwykle trudnym, o ile w ogóle możliwym. Różne starania o to, żeby te stosunki były co najmniej poprawne zostały bardzo mocno zaprzepaszczone po tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich paru lat. Ale kremlowscy propagandziści szybko zrozumieli, że skoro nie mogą wzbudzić sympatii do siebie, to mogą zbudować wrogość pomiędzy Polakami a Ukraińcami – i to okazało się już jak najbardziej możliwe – zauważył ekspert. Dodał, że działania te „od samego początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę są niezwykle intensywne”.
- Trudno nie dostrzec w tym logicznej konsekwencji. W momencie, gdy Polacy zaczynają odczuwać realny niepokój o własne bezpieczeństwo, natychmiast podsuwa im się pozornie uspokajający, podświadomy komunikat. Ma on przekonać odbiorców, że skoro to nie jest ich konflikt, to nic im nie grozi, a sam dron spadł zupełnie przypadkowo. Co więcej, narracja ta idzie o krok dalej, sugerując, że za incydentem mogą stać sami Ukraińcy, którzy rzekomo próbują celowo wciągnąć Polskę do wojny. To niestety niezwykle chwytliwy i coraz popularniejszy sposób interpretowania tych wydarzeń – skomentował prof. Grzyb.
- Wokół rzadkich, ale budzących emocje przypadków naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej błyskawicznie wyrastają teorie spiskowe. Zgodnie z nimi rosyjskie drony mają być w rzeczywistości maszynami przejętymi i wysłanymi przez stronę ukraińską w celu sprowokowania konfliktu i wciągnięcia Polski do wojny. Wszystkie te elementy, od manipulowania pierwotnym strachem przed wojną, przez budowanie teorii spiskowych, aż po wskazywanie fałszywego winnego, układają się w jedną, spójną i niezwykle groźną całość, której celem jest zniszczenie solidarności z Ukrainą – wyjaśnił.
Ekspert zwrócił także uwagę, narracja taka nie jest wyłącznie dziełem proklemowskiej propagandy, ale jest ona także używana przez środowiska prorosyjskie w Polsce, w tym przez polityków, których status społeczny legitymizuje taką szkodliwą treść.
Na pytanie jak przeciwdziałać temu zjawisku i czy jest to w ogóle możliwe, psycholog odpowiedział, że „w rzeczywistości nasze pole manewru opiera się przede wszystkim na cierpliwym ukazywaniu realnych szkód, jakie niesie ze sobą ta narracja”.- Musimy zupełnie spokojnie tłumaczyć, jakie konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa ma fakt, że Ukraina tak długo i skutecznie toczy tę walkę, choć przecież na samym początku niewielu na to liczyło. Choć jako jednostki nie mamy narzędzi do globalnej blokady propagandy, to zakres działań, które realnie możemy podjąć na co dzień, jest całkiem spory – stwierdził prof. Grzyb.
- Kluczem jest bezpośredni dialog z osobami, które powielają takie hasła. Warto wchodzić z nimi w dyskusję i zadawać im proste, otwarte pytania: „Skąd masz tę informację?”, „Czy nie obawiasz się, że te treści są celowo stymulowane przez rosyjskie służby?” lub „Zastanów się, kto tak naprawdę na tym zyskuje?”. Choć taka rozmowa rzadko kończy się natychmiastową zmianą poglądów, pozwala na zasianie w czyimś myśleniu ziarna wątpliwości. To właśnie od takiego pęknięcia w zmanipulowanym obrazie świata może rozpocząć się bardziej racjonalny proces weryfikacji faktów – wyjaśnił.
Psycholog podkreślił, że „w walce z propagandą, choć nie dysponujemy stuprocentowo skutecznymi środkami, to jednak nie jesteśmy całkowicie bezbronni”. - Posiadamy narzędzia edukacyjne i psychologiczne, tylko musimy zacząć z nich konsekwentnie korzystać. Wiąże się to oczywiście z koniecznością wyjścia z własnej strefy komfortu. Wszyscy przecież doskonale wiemy, jak trudna i wymagająca emocjonalnie bywa rozmowa z ludźmi, którzy postrzegają rzeczywistość zupełnie inaczej niż my. Mimo to, jest to jedyna droga do budowania społecznej odporności na manipulację – dodał. (PAP)
Nauka w Polsce
mzb/ bst/ zuz/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.