Karpacz/ Politolog: bezpieczeństwo poznawcze to ochrona naszych decyzji przed wrogą manipulacją

08.09.2026. Analityk międzynarodowy specjalizujący się w polityce bliskowschodniej dr hab Łukasz Fyderek podczas wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej w pierwszym dniu XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, 8 bm. Tegoroczna edycja spotkania odbywa się pod hasłem "Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian". (amb) PAP/Maciej Kulczyński
08.09.2026. Analityk międzynarodowy specjalizujący się w polityce bliskowschodniej dr hab Łukasz Fyderek podczas wywiadu dla Polskiej Agencji Prasowej w pierwszym dniu XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, 8 bm. Tegoroczna edycja spotkania odbywa się pod hasłem "Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian". (amb) PAP/Maciej Kulczyński

Ochrona procesów decyzyjnych obywateli i firm przed zewnętrzną, wrogą manipulacją to dziś jedno z zadań państwa – uważa dr hab. Łukasz Fyderek z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Politolog tłumaczy, na czym polega naruszenie „bezpieczeństwa poznawczego” i dlaczego tzw. certinformacja to antidotum na dezinformację.

W środę podczas 35. Forum Ekonomicznego w Karpaczu zaprezentowany został raport Uniwersytetu Jagiellońskiego „Dezinformacja i bezpieczeństwo. Definicje, mechanizmy, rekomendacje”. Powstał on w ramach współpracy z Polską Agencją Prasową.

PAP: W swoim raporcie zwracają państwo uwagę na pojęcie „bezpieczeństwa poznawczego”. Co to takiego?

Dr hab. Łukasz Fyderek, politolog, dyrektor Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego: W raporcie przyjmujemy, że z bezpieczeństwem poznawczym mamy do czynienia, kiedy podmiot (człowiek, firma, państwo) przebywa w otoczeniu informacji zweryfikowanych i podejmuje decyzje konsumenckie czy polityczne na podstawie wiarygodnych danych.

Z kolei naruszenie bezpieczeństwa poznawczego widzimy wtedy, gdy decyzje – obserwowane w dłuższej perspektywie – okazują się nietrafne, bo zostały podjęte na podstawie fałszywych przesłanek. Bezpieczeństwo poznawcze oznacza zatem odporność systemu decyzyjnego na niepożądany wpływ. Chodzi więc o ochronę procesów decyzyjnych przed zewnętrzną, wrogą manipulacją.

PAP: Czy może Pan podać konkretny przykład jakiegoś naruszenia bezpieczeństwa poznawczego?

Ł.F.: Przykładem w skali makropolitycznej jest sytuacja, w której Rosja celuje swoje oddziaływanie informacyjne w pewne grupy Polaków i w związku z tym grupy te zaczynają wierzyć, że zasadniczym zagrożeniem nie jest dla nich Rosja, ale jakiś inny podmiot – na przykład Ukraina.

W skali mikro natomiast naruszenie bezpieczeństwa poznawczego dotyczyć może firm podejmujących decyzje inwestycyjne. I tak np. w wyniku błędnych przesłanek przedsiębiorstwo decyduje się na transfer know-how do kraju o innym reżimie informacyjnym, wierząc, że jego własność intelektualna będzie tam bezpieczna. Tymczasem w nowym otoczeniu prawno-politycznym firma zostaje tej własności pozbawiona.

Z kolei naruszenie bezpieczeństwa poznawczego podczas dowodzenia na wojnie oznacza, że w oparciu o podstęp przeciwnika i zafałszowane dane podejmuje się nietrafne decyzje prowadzące do porażki.

PAP: Przyszedł mi na myśl koń trojański.

Ł.F.: Tak, stary podstęp z koniem trojańskim to rzeczywiście była manipulacja, która naruszyła bezpieczeństwo poznawcze obrońców Troi – zasugerowano im, że Achajowie odstąpili od oblężenia.

Ten przykład pokazuje też, że przestrzeń informacyjna ściśle łączy się z komponentem materialnym. Budowa konia trojańskiego – i ukrycie się wojsk Achajów – były realnymi zdarzeniami, wokół których dodano narrację. Tak samo teraz operacje kognitywne i operacje wpływu ze strony Federacji Rosyjskiej i Białorusi odwołują się często do tego, co zdarza się w przestrzeni fizycznej – do upadku rakiety, wlotu dronów czy incydentu przemocy. Wydarzenie w realnym świecie stanowi więc wyzwalacz (trigger) do działania na szeroką skalę w przestrzeni kognitywnej.

PAP: Czyją rolą jest dbałość o bezpieczeństwo poznawcze? Czy państwo powinno tu zauważyć swoją nową, nieznaną wcześniej rolę?

Ł.F.: Jak najbardziej należy to odczytywać jako nową rolę państwa. Tradycyjnie państwo funkcjonuje jako instytucja zapewniająca bezpieczeństwo – jest Lewiatanem, jak chciał Thomas Hobbes. W zamian za zwierzchnictwo nad obywatelami państwo daje im ochronę. Wraz ze zmianą środowiska informacyjnego zmienia się jednak i zwierzchnictwo państwa w wymiarze kognitywnym.

Obywatele nie czerpią już wiedzy wyłącznie z kanałów informacji organizowanych czy nadzorowanych przez państwo. Kontrola nad przepływem informacji wymknęła się z rąk państw demokratycznych i skoncentrowała w rękach m.in. dużych platform społecznościowych. Komunikacja, szczególnie polityczna, nie odbywa się już głównie poprzez zorganizowane media, lecz w sieciach rozproszonych, a informacje, z którymi spotykają się obywatele, powstawać mogą w dowolnym miejscu na świecie. Pojawiło się zasadnicze wyzwanie dla państwa – państwo jest z natury terytorialne, a informacja uległa deterytorializacji.

PAP: A to generuje nowe niebezpieczeństwa dla obywateli, którym warto wyjść naprzeciw. Czy tak samo wygląda to w reżimach?

Ł.F.: W dawnych państwach autorytarnych obywateli karmiono jedną ideologiczną propagandą. Od lat 80. i 90. XX wieku ludzie przestali w nią wierzyć. Współczesne reżimy autorytarne dezinformują więc swoich obywateli już tylko punktowo. Ich propaganda bywa niespójna i wręcz nielogiczna, ale w sytuacji długotrwałego pozbawienia bezpieczeństwa poznawczego okazuje się skuteczna – wystarcza do utrzymania społeczeństwa w stanie bierności. Współcześnie reżimy nie dążą do przekonania swoich obywateli o swojej prawomocności. Dążą do wykształcenia nieufnych nihilistów, obawiających się aparatu przymusu.

W państwie autorytarnym przekaz biegnie co do zasady nadal pionowo – z góry do dołu – od władz do obywateli. Natomiast to samo państwo autorytarne, korzystając z deterytorializacji przepływu informacji i popularności portali społecznościowych, potrafi sięgać po komunikowanie ukośne – bezpośrednio do obywateli sąsiedniego państwa demokratycznego.

Techniki autorytarne, udoskonalone m.in. przez Rosję czy Białoruś, są obecnie przenoszone do infosfery społeczeństw otwartych. Żyjąc w demokratycznym społeczeństwie, zapominamy o tej możliwości. Nasza tolerancja dla różnorodnych opinii sprawia, że często nie jesteśmy w stanie odróżnić komentarzy pisanych przez członków naszej wspólnoty politycznej od wpisów tworzonych przez funkcjonariuszy zagranicznych służb czy farmy botów.

PAP: Jakimi narzędziami dysponujemy, by zabezpieczyć tę przestrzeń informacyjną przed wrogimi wpływami – nie uciekając się do wprowadzania cenzury?

Ł.F.: Próba bezwzględnego ograniczenia przepływu informacji mogłaby doprowadzić do upadku społeczeństwa otwartego. Musimy zachować to, o czym pisał Karl Popper – pewien poziom tolerancji dla nietolerancji. Trzeba pogodzić się z tym, że nie całą dezinformację da się usunąć.

Pierwszym krokiem jest wyobrażenie sobie środowiska informacyjnego jako zbiornika, który należy wypełniać przeciwieństwem dezinformacji. Wprowadzamy tu pojęcie „certinformacji” (od łacińskiego certus – pewny, niewątpliwy). Certinformacja to informacja rzetelna, wiarygodna, przygotowana i propagowana bez intencji manipulacyjnych. Nasycanie nią infosfery to budowanie odporności na manipulacyjny wpływ.

Musimy wykreować modę na troskę o środowisko informacyjne – tak jak dbamy o środowisko przyrodnicze. Część tej dbałości spada na państwo, a część na społeczeństwo obywatelskie.

PAP: Co jest rolą państwa, a co społeczeństwa w dbałości o bezpieczeństwo poznawcze?

Ł.F.: Państwo i jego służby powinny koncentrować się na penalizacji zagranicznej dezinformacji. W raporcie proponujemy, jak zdefiniować przepisy w tym zakresie.

Na poziomie społecznym priorytetowe jest z kolei kształtowanie kompetencji informacyjnych i medialnych (ang. information literacy). Należy je kształtować w szkołach, ale i na uczelniach. Istotna jest też edukacyjna rola tradycyjnych mediów w tym zakresie.

Drugim filarem jest współpraca dziennikarzy i akademików. To te dwie grupy zawodowe historycznie odpowiadają za produkcję certinformacji, czyli tej informacji wiarygodnej. Potrzebujemy stałej pętli sprzężenia zwrotnego i warsztatowej wymiany doświadczeń między badaczami a praktykami mediów.

Kolejna sprawa to monitoring emocji i trendów w sieci. Państwo powinno wspierać i finansować niezależny monitoring infosfery, by wcześnie wysyłać sygnały ostrzegawcze o nadchodzących kampaniach dezinformacyjnych.

PAP: A jak każdy z nas może dbać o swoje bezpieczeństwo poznawcze?

Ł.F.: Środowisko informacyjne powinno być przedmiotem naszej stałej, wspólnej troski. Aby o nie dbać, musimy stale podnosić swoje kompetencje. Warto dbać o zróżnicowaną dietę informacyjną.

Pamiętajmy też o własnej roli w cyklu życia informacji: dziś nie jesteśmy tylko odbiorcami, ale i nadawcami – podając dalej memy czy posty, wpływamy na to, co podsuwać będą nam algorytmy, które zamykają nas w bańkach informacyjnych. A świadome wykraczanie poza własny „kokon informacyjny” to podstawowa praca kognitywna, jaką każdy z nas powinien wykonać.

Ponadto, każde nasze kliknięcie, polubienie czy podanie informacji dalej jest wyborem, który niesie konsekwencje dla całego społeczeństwa. Suma tych indywidualnych decyzji wpływa na to, na ile będziemy bezpieczni poznawczo i zdrowi jako wspólnota.

PAP: Tradycyjnym mediom, w erze algorytmów promujących emocje, trudno wygrać z chwytliwymi clickbaitami.

Ł.F.: To prawda, można to porównać do społecznej roli muzyki w XX wieku. Media tradycyjne stają się tym, czym była muzyka poważna wobec rozwoju muzyki rozrywkowej. Muzyka poważna ma swoich odbiorców, ale na rynku jest też zapotrzebowanie na pop czy disco polo. Tradycyjne redakcje nie muszą zmieniać się w tabloidy, ale warto szukać sposobów docierania z rzetelną informacją także do grup, które szukają w sieci głównie rozrywki i emocji.

Nawet w formacie bardziej tabloidowym minimalnym standardem powinno być nieszerzenie dezinformacji. W badaniach zaufania do mediów tradycyjne redakcje wciąż cieszą się wyższym autorytetem niż influencerzy czy przygodni twórcy internetowi. Ten kapitał zaufania trzeba za wszelką cenę chronić.

Rozmawiała Ludwika Tomala (PAP)

lt/ bar/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Fot. Adobe Stock

    Ekspertka: dziecko z FASD nie jest niegrzeczne, tylko jego mózg działa inaczej

  • Fot. Adobe Stock

    Karpacz/ Raport UJ: certinformacja jako narzędzie do walki z dezinformacją

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera