Historia i kultura

Amerykanista: Legenda Dnia Niepodległości powstała po latach

deklaracja.120.jpg
deklaracja.120.jpg

<p>Powiewające flagi, fajerwerki, kolorowe parady ulicami miast, przydomowe przyjęcia przy grillu &#8211; tak Amerykanie będą świętować przypadający 4 lipca Dzień Niepodległości. Upamiętnia on ogłoszenie przez zbuntowane kolonie brytyjskie <strong>Deklaracji Niepodległości, która w 1776</strong> <strong>roku dała początek istnieniu Stanów Zjednoczonych.</strong> &#8222;Amerykanie obchodzą to święto niezwykle radośnie, choć kiedy wydawano dokument, na ówczesne czasy nie miał on tak dużego znaczenia. Legenda do tych wydarzeń została dobudowana po latach&#8221; - mówi amerykanista prof. Zbigniew Lewicki z <a href="http://www.uw.edu.pl/">Uniwersytetu Warszawskiego</a>.</p>

Jego zdaniem, gdyby zapytać Amerykanów, kto i kiedy wydał Deklarację, to poza nazwiskiem naczelnego wodza dowodzącego wojskami kolonialnymi w wojnie o niepodległość, Jerzego Waszyngtona, i rokiem, a raczej wiekiem („mniej więcej XVIII”), nie byliby nic w stanie więcej powiedzieć. „Amerykanów historia nie pasjonuje, ale lubią być dumni z bycia Amerykanami, a ten dzień to doskonała okazja do zademonstrowania swego patriotyzmu” - wyjaśnia profesor.

NIEPODLEGŁOŚĆ Z PIENIĄDZEM W TLE

„Ogłoszenie Deklaracji Niepodległości przez zbuntowane kolonie brytyjskie miało podłoże wyłącznie gospodarcze, nie polityczne.  To nie było żadne wyzwalanie się spod okupacji ani kolonizatorstwa” - tłumaczy prof. Lewicki.

Mieszkańcy brytyjskich kolonii w Ameryce Północnej czuli się mocno związani z monarchią. Jednak, jak mówi amerykanista z UW,  ponieważ król Jerzy III zaczął wydawać rozmaite prawa, które godziły w ekonomiczny rozwój kolonii, zaczęto zastanawiać się, czy bardziej opłacalna nie byłaby niezależność od korony.

„To jednak nie był zbyt popularny pogląd. Za oderwaniem od monarchii brytyjskiej opowiadało się tylko około 30 proc. spośród dwu i półmilionowej rzeszy mieszkańców kolonii” - tłumaczy prof. Lewicki. Jednak to właśnie ta grupa, powiązana interesami handlowymi, wykazała najwięcej samozaparcia i entuzjazmu w działaniach,. I wygrała.

Sprzeciw kolonistów budził m.in. brak przedstawicielstwa w brytyjskim parlamencie oraz nakładanie  na kolonie wielu restrykcyjnych podatków i opłat. 

USPRAWIEDLIWIENIE, A NIE MANIFEST

„Ponieważ sytuacja ekonomiczna nie bardzo się poprawiała, a Brytyjczycy nie chcieli ustąpić, przedstawiciele 12 kolonii biorący udział w  II Kongresie Kontynentalnym w Filadelfii uchwalili Deklarację Niepodległości” – tłumaczy prof. Lewicki. Jej głównym autorem był Tomasz Jefferson.
 
Jak mówi amerykanista, Deklaracja była tekstem „tłumaczącym się” - wyjaśniającym, że uwolnienie się od posłuszeństwa wobec monarchy brytyjskiego jest konieczne dla podtrzymania gospodarczego życia kolonii. Koloniści oczekiwali, że zostaną zrozumiani nie tylko przez króla, ale także przez wszystkie kraje liczące się na ówczesnej scenie politycznej świata.

Koloniści wymieniali wiele powodów swojej decyzji. Przypominali zaniedbania króla brytyjskiego. „Historia rządów obecnego króla Wielkiej Brytanii to historia stale powtarzających się krzywd i uzurpacji, z których wszystkie miały na celu ustanowienie absolutnej tyranii nad tymi Stanami” - napisano w wydanym 4 lipca 1776 roku dokumencie.

Deklaracja zawierała także m.in. sformułowania dotyczące praw do wolności i szczęścia człowieka. „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście, że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych, że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy, którego podwalinami będą takie zasady i taka organizacja władzy, jakie wydadzą się narodowi najbardziej sprzyjające dla szczęścia i bezpieczeństwa” - podkreślali przedstawiciele kolonii.

„Ogłoszenie niepodległości nie oznaczało wtedy jeszcze tak wiele. Politycy podpisujący tę deklarację byli przekonani, że popełniają zdradę wobec korony i że może ich za to czekać śmierć. Na wszelki więc wypadek, w ogłoszonym tekście znalazł się tylko jeden podpis, Johna Hanckocka, choć na oryginalnym dokumencie są wszystkie podpisy” - tłumaczy prof. Lewicki.

Amerykanista przypomina charakterystyczną rycinę z tego okresu, na której oficer wojsk kolonialnych o nazwisku Clinton ogłasza z balkonu jednego z domów Deklarację Niepodległości. Nie spotyka się to jednak z żadnym zainteresowaniem otaczających go ludzi, żyjących własnymi sprawami, przechadzających się w pobliżu i toczących ożywione rozmowy.

Jak mówi profesor, legenda do wydarzeń została dobudowana później. „Gdyby Jerzy Waszyngton przegrał, wtedy mówiono by, że ogłoszono Deklarację, ale wiele z tego nie wynikło. Ponieważ jednak wygrał, to Deklarację uważa się za akt powstania państwa i od tego dnia liczy się istnienie Stanów Zjednoczonych, choć Konstytucja tego państwa została wydana dużo później, bo dopiero w 1787 roku "- tłumaczy prof. Lewicki. "To taki symbolicznie wybrany początek, chociaż jego praktyczne znaczenie było niewątpliwie ograniczone” - dodaje.

DZIWNE ZWYCIĘSTWO

Wielka Brytania uznała niezależność kolonii dopiero w 1783 roku,  po zakończeniu wojny o niepodległość. W opinii prof. Lewickiego fakt, że doskonale wyposażona armia korony brytyjskiej przegrała bitwę z biednym i źle wyposażonym pospolitym ruszeniem kolonistów można tłumaczyć m.in. tym, że Brytyjczycy traktowali kolonistów jak swoich obywateli i nie chcieli ich zniszczyć, tylko możliwie małym kosztem i małymi stratami wygrać wojnę.

„Brytyjczycy nie walczyli w sposób, który byłby obliczony na zadanie ogromnych strat, bo to było ich terytorium i ich ludzie.  Z militarnego punktu widzenia natomiast zwycięstwo Jerzego Waszyngtona nie miało rozsądnego wytłumaczenia” - uważa prof. Lewicki.

Jego zdaniem, Brytyjczycy nawet już przegrawszy, nadal nie byli przekonani, że to jest koniec wszystkiego. „Myśleli" przegraliśmy – trudno, powstaje nowe państwo, ale zaraz będzie kolejna wojna i bieg spraw może się odwrócić” - mówi.

RADOSNY DZIEŃ BEZ REFLEKSJI

Amerykanie uwielbiają Dzień Niepodległości. „To bardzo radosne święto, moment, kiedy można pokazać, że jest się Amerykaninem i być dumnym z tego. Tam nie ma żadnej martyrologii, nie wspomina się ofiar tamtych wydarzeń” - mówi profesor.

W opinii prof. Lewickiego, właśnie takiej radości, pozytywnego myślenia i afirmacji brakuje np. polskiemu Świętu Niepodległości, obchodzonemu 11 listopada. „U nas wszystko musi być podane w sosie refleksji. My zawsze zastanawiamy się nad kontekstem, że można było coś zrobić lepiej lub gorzej. Gdyby Amerykanie 4 lipca oddawali się głębszej refleksji, nie mogliby się cieszyć. Ale oni tego nie czynią. Bez wątpliwości akceptują siebie samych, swój naród, historię i się z niej cieszą. Bardzo im tego zazdroszczę” - podkreśla naukowiec.

PAP - Nauka w Polsce, Bogusława Szumiec-Presch
reo

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera